Blog



Blog


Wyszukaj:

Zawód miłosny...
2012-05-20, 11:11
   Byłem zachwycony opowiadaniami Pani Oates pt. "Szalone noce..." więc szybko sięgnąłem po następną jej książkę- "Ostatnie dni" mając nadzieję, że będzie podobna w temacie i tak samo doskonała. Rozpocząłem pierwsze opowiadanie i nie skończyłem, potem zrobiłem to samo z drugim. Były ciężkie i bezbarwne, męczyły mnie, ale nie poddawałem się. Pomyślałem, że może pod koniec książki są formy w jakimś innym stylu i zabrałem się za obcowanie z nią od tyłu. Nic również  z tego nie wynikło. A tak miało być wspaniale! Porzucam więc moją kochankę, choć bardzo mi przykro z tego powodu. Może za jakiś czas, może jak poleży na półce i skruszeje...  Tym czasem Hemingway, którego oczekuję, jeszcze nie przybył, więc co tu robić? Wygrzebałem z odmętów szafy smutnego Fiodora i postanowiłem dać mu szansę. Miałem do wyboru jeszcze Lema, ale te pikające maszyny, lampki, nowoczesność i sf, nieco mierzi mi krew i ostatnim razem nie dałem rady... No więc Fiodor i "Białe noce"- z nową nadzieją w sercu na nową miłość :)

Skomentuj (0)

Marzenie ściętej głowy ...
2012-05-11, 14:22
  Chciałbym, żeby to było tak.

 Wchodzisz na stronę internetową urzędu stanu cywilnego i wypełniasz następujące rubryki : po lewej dane kobiety, po prawej mężczyzny, następnie wybietasz odpowiedni przycisk, w tym wypadku " ślub". Wciskasz i dostajesz komunikat : Wyślij smsa na numer 1234567. Po chwili otrzymasz kod, który należy wpisać w pole poniżej. Koszt smsa 84 zł.
 Wysyłasz smsa, wpisujesz kod i wyskakuje napis: Gratulacje, zostaliście małżeństwem!

Koleżanka nakrzyczała na mnie- Co za głupie pomysły! Na szczęście nigdy do tego nie dojdzie!

Obawiam się, że ma rację... Nie zdawałem sobie sprawy, że to takie stresujące i to jeszcze nie wiadomo w sumie dlaczego. Wczoraj byliśmy się zapisać. Całkiem miło i bezproblemowo, klka kwestii do ustalenia- nazwiska dzieci, ilość kieliszków, takie pierdoły. Potem do rodziców poinformować o dacie.  Wszystko na luzie... tylko czemu dwie godziny potem, choć było ledwo po południu, mieliśmy wrażenie, że przeszliśmy przez całą Saharę? Jedyne na co mieliśmy ochotę, to położyć się i spać. Nie wiem skąd ten stres, który nastąpił już, a do ślubu jeszcze dwa miesiące. Co będzie jak wybije godzina zero? Czuję, że ktoś zemdleje. I to prawdopodobnie będę ja....

Skomentuj (3)

Nauczyciel
2012-05-07, 13:36
Wciąż myślę o Małym, o tym co zaszło jak również o moim własnym stosunku do mojego Nauczyciela Budo. Jako że trafiłem ostatnio na fantastyczną książkę i jako że kolega nasz wspaniały N. wrócił do nas, postąpię tak jak on i przepiszę sobie fragment :) A co

Nauczyciel lub mistrz w budo

" Prosze was, przestrzegajcie reguł, bądźcie stale obecni w praktyce i nie osądzajcie rzeczy, które wydają wam się dobre lub złe. Czasami niektóre działania nauczyciela wydają wam się niesprawiedliwe, sprzeczne, być może nawet nienormalne. Powinniście jednak zachować wiarę w praktykę, ponieważ mistrz potrafi stosować czasem specyficzne środki edukacji. Nie jest on doskonałym człowiekiem, jest zwykłą istotą. Tak samo Budda i Chrystus nie byli doskonali i z pewnością popełniali błędy, lecz mimo to ich mądrość przetrwała, aż do naszych czasów i dziś uznajemy ich za świętych. Od mistrza nie powinniście niczego oczekiwać, niczego się spodziewać, ani pragnąć. Nawet poprzez samą ciszę będzie umiał was poprowadzić, jesli tylko otworzycie umysł. Nie jest on ojcem, nie jest tez urządnikiem, potrafi po prostu sharmonizować łagodność i twardość. Prawdziwe nauczanie i współczucie nie zawsze oznacza uśmiech , dyplomację i łagodność. Czasami wyraża się ono przez uderzenie kija lub ostre słowo. Prawdziwy mistrz oddaje całe swoje życie, aby przekazać Drogę i pomagać innym. Potrafi cierpliwie czekać i gwałtownie "uderzyć ducha", lecz nie robi tego dla siebie. Bez prawdziwego mistrza ryzykujecie pogrążenie się w błędach i iluzjach, sądząc, że są one prawdą. Niektórzy po kilku miesiącach lub latach praktyki wierzą, że wszystko już zrozumieli i odchodzą zadowoleni lub pełni krytyki. Ktoś powiedział " Uważajcie, by światło, które jest w was, nie okazało się tylko ciemnością". Mistrz również niczego od was nie oczekuje, o nic nie prosi, niczego nie proponuje. Sami, poprzez własną wiarę w praktykę, powinniście zdecydować, czy zostać, czy odejść. Prawdziwa Droga jest więc bez celu i chęci osiągnięcia czegokolwiek."

-----Budodharma / Kaisen

Skomentuj (0)

O budo
2012-05-06, 11:13
Stare przysłowe budo:
 " Nawet jeśli nie ma nic do jedzenia, samuraj z dumą czyści zęby".

  Miecz musi mieć imię. Wiecie, że miecz nie może istnieć bez swojego imienia? Dlatego Arya Stark nazwała swój miecz "Igłą". Ja nazwałem swój Zanshin :)

"Zan Shin to duch ostatniej czujności, ostatniej uwagi. Zan oznacza to, co zostaje, czujność, rezerwę. Shin to duch. Jest to zatem uwaga, którą powinno się utrzymywać, aż do samego końca każdej wykonywanej czynności. Zan Shin oznacza też czasami oglądanie siebie w lustrze. Niektórzy próbują poprawić jedynie wyraz twarzy, lecz dużo trudniej jest poprawić swojego ducha. Prawdziwy duch budo to koncentracja na każdej czynności życia, głębokie zastanowienie się nad nią, zrozumienie i poprawienie jej".---- Budodharma/ Kaisen

 Jeśli posiadasz miecz, istnieje on nie tylko w twoich rękach, istnieje w całym tobie, w twoim umyśle. Jeśli utrzymujesz zanshin ostrza w dłoniach, utrzymujesz zanshin całego siebie. Nie ma jednego bez drugiego. Jak mówią stare teksty, miecz jest duszą samuraja. Jeśli zapomni on o swoim mieczu, musi zostać ukarany. I zostaje. Dlatego się ostatnio tak ładnie ciachnąłem po lewym bicepsie- bo zapomniałem o moim zanshin :D

" Powinniśmy zachować ducha mushotoku- bez celu i korzyści i nie chcieć niczego osiągnąć. Jesli tego nie zrobimy, będziemy błądzić. Budo oznacza zaprzestanie wszystkiego, pozbycie się każdej myśli, każdej idei, każdej iluzji, każdej koncepcji. Jest to uwolnienie świadomości od wszystkich założeń. Dlatego też wielu ludzi nie wytrzymuje praktyki i odchodzi (...) Czarny pas stał się celem wielu praktykantów. Jest on jak obietnica raju: Jeśli będziesz postępował w określony sposób, pójdziesz do raju. Jest to działanie niewłaściwe, które oddala nas od prawdziwej Drogi (Do).

Budo powinno się praktykować dla budo" ----tamże

Skomentuj (0)

Zaskakujący Mistrz Kaisen
2012-05-04, 23:53
 Czasemi mam w moim życiu takie dziwne impulsy nie wiadomo skąd i dlaczego i pozwalam lekkomyślnie kierować im swoim postepowaniem. Przeważnie wychodzi mi to na dobre :) Tak oto niedawno wiedziony jakimś nie wiadomo czym zamówiłem książkę "Budodharma- droga samuraja" Mistrza Kaisena. Mistrz Kaisen jak każdy wydawał mi się podejrzany i obawiałem się nieco neomistycyzmu, ponadto, kiedy otworzyłem książkę wypadła zakładka z jakimiś pieżakami pt. Anioły oferuja nam... Anioły i ja to nie jest dobry zestaw. Co ja kupiłem? Czyżby 20 zł  w błoto? No ale byłem bardzo ciekawy co tez moja (kobieca) intuicja :D mi zafundowała tym razem i zacząłem czytać.

Jestem pod wrażeniem. Pod ogromnym wrażeniem. To jest budo, prawdziwe, takie, jak ja je rozumiem. Jestem w szoku, bo rozumiem Mistrza Kaisena, każde jego słowo jak narazie i mógłbym się podpisać dwoma rekami i jeszcze nogą pod tekstem tej książki. Czyżby to oznaczało, że jestem Zen, tylko o tym nie wiem???

Skomentuj (3)

K. Wilber "Krótka historia wszystkiego"
2012-05-01, 00:11
Nim wyszła dała mi do reki książkę i powiedziała- Przeczytaj sobie, może cię zainteresuje. Ja nie przeczytałam całej, bo jest dosyć trudna, ale jestem ciekawa twojego zdania- Mojego zdania, mojego, rozumiem, czyli racjonalisty. Dobrze, że wyszła nim zacząłem czytać. Wypiłem już lampkę wina i zapewne musiałaby wysłuchać moich niepochlebnych uwag na temat wstępu. Ale czym dłużej czytałem toto- "Krótka historia czasu", Ken Wilber- tym byłem bardziej trzeźwy i bardziej wzburzony. Po przeczytaniu jak na razie 20 % przychodzi mi na myśl głównie to--->" K***a, co za poj****a książka. " Przeczytam, recenzja bedzie :)

Skomentuj (0)

O korku od szampana
2012-04-30, 14:21
" Jedną z najpotężniejszych przeszkód w budowaniu szczęścia jest zawiść"------ Bertrand Russell

 Podobno psuje życie tylko tym, którzy ją czują, a nie tyle tym, do których jest kierowana. Podobno...

 Zawiść jest jak wielka zimna rzeka, która wzbiera i porywa cię ze sobą, żeby cię podtopić. Chce pokzazć swoją siłę i wielkość, udowodnić, jaki jesteś mały i beznadziejny. W tym momencie lepiej być kaczką lub korkiem, który wystrzelił z szampana i pływa sobie, chcoiaż nie walczy z falami i wirami, unosi się i buja na wzburzonym nurcie. Korek zen i aiki, korek tao i total immersion. Najlepiej być takim małym korkiem ;)

Skomentuj (0)

Dzielmy się ;)
2012-04-29, 12:40
P:- Strasznie się dzisiaj pokłóciłem z żoną. Jeszcze chwila, a bym się zabrał i więcej nie wrócił. Jestem strasznie zły, ale widzę, że ty też.
G:- Ja? Dlaczego? Wcale nie.
P:- Bo tak wściekle machasz tym mieczem. Musisz być jeszcze bardziej zły niż ja.
G:- Nie, nie mam powodu.

Minęło 5 minut
M:- Szlak mnie dzisiaj trafił. Ty wiesz, że on siedział i pił piwo, a ja musiałam wszystko pakować?! A potem jak czegoś zapomnę, to wrzeszczy, ale nigdy mi nie pomaga. Zrób mu coś za to!
G:- Co to dzisiaj jakiś dzień złości?
M:- Widzę, że ty tez jesteś zły. Ulżyj sobie i przywal mojemu mężowi.
G:- Nie jestem zły. Przecież jest wiosna.

Minęło 5 minut. Zmachałem się nieźle więc sobie westchnąłem:
G:- Uf...
P + M :- Na bogów! Patrzcie jaki on jest dzisiaj zły!!!

Nie byłem zły, ale poczułem, że coś zaczyna kiełkować w tym kierunku. Ciekawe, czy tylko mi się zdarza, że inni przypisują mi stany emocjonalne, których nie mam. Dlaczego tak się dzieje?

Skomentuj (0)

Maai- z jap. dystans
2012-04-29, 12:12
   Kiedy przyznać rację innym a kiedy sobie? Jak nie popaść w przesadę? Jak w rejonach, o których myślę, że wiem sporo, nie stracić z oczu obiektywizmu? Jak słuchać innych, by nie zgubić samego siebie? Dlaczego, kiedy pozwalamy komuś wejść bliżej, często chce zagarnąć wszystko? Czemu, jeśli przyznamy komuś rację, będzie myślał, że ma ją zawsze?

 Kiedyś postanowiłem zrobić eksperyment i przestać się postrzegać poprzez budo. Pomyślałem, że to jest coś zewnętrznego i nie powinienem się tak utożsamiać, bo to ogranicza moją wolność postrzegania. Nie udało mi się. Ani trochę. Tak bardzo wrosłem w tę filozofię. A w budo bardzo ważny jest dystans- maai. Po drugie dystans do przeciwnika, po pierwsze do samego siebie. To jedna z tych rzeczy, która jest prosta ale trudna :)

Skomentuj (0)

Wdzięczność i lód
2012-04-25, 11:39
  Wczoraj ktoś bardzo dla mnie ważny powiedział mi:
"- Tyle lat się dla nich starałem. Jeździłem po całej Polsce za swoje pieniądze, poświęcałęm swój czas, chciałem im coś dać, coś przekazać. I teraz, wiesz, nic bym na tym nie zarobił, ale chciałem zrobić to dla nich. I co? Teraz oni się wypinają a ja zostaję z opuszczonymi gaciami. Jak zawsze."
  Tak, wiem, ludzie lubią brać i zapominać, że wzieli. Na jego twarzy rysował się wyraz głębokiego bólu i złości. Jest starszy ode mnie i najwyraźniej jest lepszym człowiekiem, bo wciąż popełnia ten sam błąd. Powiedziałem mu:
- Rób dalej to co kochasz i ciesz się tym, ale rób to tylko dla siebie, bo nikt ci nigdy nie będzie wdzięczny. Dasz z siebie wszystko obcym ludziom, a oni wezmą, ale tego nie docenią. Nikt nigdy nie docenia.

  Miałem 20 lat kiedy poznałem Małego. A Mały miał wtedy 10. To był specyficzny dzieciak. Zadawał mnóstwo nadzwyczajnych pytań, nieraz całkiem nielogicznych. Ciągle odpływał w myślach, marzył o czymś, był nieobecny. Wieczorami łączył się z kosmosem i rozmawiał z Lordem Vaderem. Polubiłem go, może dlatego, iż czułem, że ma coś ze mnie. Poza tym Mały był głuchy. Nosił bardzo silne aparaty słuchowe, baz których nie słyszał absolutnie nic. Przez to trochę bełkotał, kiedy mówił i wiadomo, co przez to przechodził w szkole i na podwórku. Ale ja nigdy nie zwracałem uwagi na jego niepełnosprawność. Nie uważałem, żeby mu to coś przeszkadzało w ćwiczeniu aikido, cokolwiek on sam na poczatku o tym myślał. Chciałem mu pokazać, że może być taki sam jak inne dzieciaki, a nawet lepszy, jeśli się tylko postara. Chciałem mu pokazać, że ciężka praca uszlachetnia człowieka i że przez swoje kalectwo, paradoksalnie, może się nauczyć więcej niż inni. Więc łapałem go w swoje ręce i męczyłem, oczywiście z uśmiechem na ustach, ale bardzo go męczyłem. Mały zrozumiał szybko. Polubił mnie chyba za to, że nie litowałem się nad nim. Że kiedy mnie prosił, bym uważał na jego aparaty, ja darłem się- Ruszaj się chłopie, nic ci nie będzie! Bardzo dużo z nim ćwiczyłem, sprawiało mi to autentyczną przyjemność. I on zauważył, że zaczął być lepszy niż jego rówieśnicy, a nawet starsi koledzy. Odpowiadałem też na wszystkie jego mądre i niemądre pytania, odpowiadałem przed treningiem, w trakcie i po, odpowiadałem rano na ławce i wieczorem na pomoście a kiedy się nie widzieliśmy, odpowiadałem przez internet. Przez siedem lat doprowadziełm do do brązowego pasa i bardzo chciałem wyciągnąć na czarny. Obaj o tym marzyliśmy. Jesli mieliście kiedyś ucznia, prawdziwego Ucznia, to wiecie jak to jest- marzysz o tym, żeby któregoś dnia on stał się lepszy od ciebie. Marzyłem o tym, że któregoś dnia staniemy do pojedynku i nie dam mu rady- i wtedy pomyślę, to ja go takim stworzyłem, naprawdę zrobiłem z tego dzieciaka kogoś wielkiego. Ale do tego była jeszcze daleka droga. Mały miał już 17 lat i zaczynało mu się wydawać, że jest kimś ponad. Zaczął myśleć, że nauczył się już wszystkiego i więcej nie musi pracować. Tłumaczyłem mu, że to nie prawda, że czarny pas jest początkiem nauki a nie końcem. Że jak przestanie się uczyć, będzie coraz gorszy. Ale Mały nie rozumiał. Wymyślił sobie, że uwziąłem się na niego, że nie chcę go puścić na egzamin. Niestety wciąż miał za słabą kondycję na egzamin, choć bardzo się starałem ją poprawić. Często ścigaliśmy się lub rzucaliśmy sobą nawzajem, tak długo, aż nie padł. Nie pozwalałem mu siadać, puki autentycznie nie mdlał. Jak mdlał, cuciłem go i pracowaliśmy dalej. Ale on zaczął tracić cierpliwość. Chciał być mistrzem już, nie maił zamiaru czekać kilku następnych lat. Nie potrafiłem mu tego przetłumaczyć. W końcu Mały zbuntował się, zaczął być nieprzyjemny dla innych, chciał rządzić i musiałem to ukrucić. Obraził się trochę a potem znowu zaczął swoje, że się uwziąłem i nie chcę go puścić na czarny pas. Kiedy po niemal ośmiu latach odchodził, powiedział mi :
- Kochałem cię, a ty mnie tak potraktowałeś.

 Co mu odpowiedziałem? Nic. Bo nie czułem nic. Miałem w swoim życiu zbyt wielu "przyjaciół" i oni wtopili w moje serce mały kawałek lodu, który spoczywa na samym dnie. Te osiem lat było wspaniałe, to była niezwykła relacja, dała mi bardzo wiele i nigdy nie będę jej żałował. Jednak w głębi siebie wiedziałem, że kiedyś odejdzie. Przyjaciele zawsze odchodzą. Tak, ja też chyba kochałem Małego, ale nie mogłem mu tego powiedzieć. Był wciąż dzieciakiem, a ja byłem dorosły. Mały odszedł, bo tak zdecydował, ale jeśli któregoś dnia wróci, przyjmę go tak, jakby nie było go jeden dzień i dalej go będę męczył do nieprzytomności i dalej będę chciał, żeby był najlepszy. Nie mam do niego żalu. Dawałem mu to wszystko, bo sam chciałem, bo czułem jak mnie to uszczęśliwia, a co on z tym zrobił, cóź, to juz jego sprawa. Może tak nie powinno być, ale tak jest i na całe szczęście nauczyłem się tego już dawno. Musimy być trochę egoistami, inaczej inni nas zniszczą.

Skomentuj (25)

Masowy romantyzm...
2012-04-25, 10:45

Ostatnio natknąłem się na taki teledysk:

GLEE- Full Performance of  "Stereo Hearts" airing TUE 2/14

Wkleił bym link z you tube, ale wklejanie mi coś nie działa... W każdym razie obejrzałem teledysk. Nie wiem co to za jedni, ani skąd się wzięli, ale jestem wstrząśnięty. W 35 sekundzie blondyn wskakuje na stół i wyrywa z rąk siedzącej tam dziewczyny różę, po czym wręcza ją innej, a ta idiotka w czerwonym jest zachwycona. Moim zdaniem to czyste chamstwo. Przysięgam, że gdybym tam był, blondyn wylądowałby spowrotem na tym stoliku, bo nie sądzę, że mógłbym to znieść spokojnie. To są momenty, kiedy wyłazi ze mnie wilkołak.... Gdybym był na miejscu tej czerwonej w płaszczyku, naplułbym blond- złodziejowi w twarz. Gdybym był na miejscu blondyna ( to mało prawdopodobne, no ale...) w życiu nie chciał bym dziewczyny, która cieszy się z kwiata odebranego innej. Uważam, że ta siedząca przy stoliku została potraktowana jak śmieć. Zastanówcie się kobiety, czy to takie romantyczne i co byście czuły będąc na jej miejscu. Jeśli to nie przemiawia, chciałbym uświadomić, że facet, który dziś tak traktuje obcą kobietę, jutro w ten sam sposób potraktuje swoją. Nasz charakter i to, co sobą reprezentujemy, przejawia się właśnie w takich "nic nie znaczących" szczegółach.

Ale co najbardziej mnie zadziwia, to to, że jest to teledysk, czyli został opracowany przez stado choreografów, pracowała przy nim kupa ludzi, kamerzystów, menadżerów, muzyków,oświetleniowców, tancerzy i innych specjalistów od PR i WSZYSCY to zaakceptowali. W założeniu miało być chyba romantycznie, bo całość przypomnia lukrowany na różowo cukierek, który podryguje miarowo do prostego rytmu. Możecie powiedzieć, że to ja jestem przewrażliwiony i że pewnie miałbym sprawę za zniszczenie stolika przy użyciu blondyna, ale ja mówię, że nie- ja nie jestem przewrażliwiony. To tam panuje jakaś otępiała, zimna znieczulica, jakieś zapatrzenie w siebie, narcyzm i egocentryzm. I to jest dla mnie równia bardzo pochyła, po której zjeżdżamy coraz mocniej w dół...

Skomentuj (10)

Dziękuję Ci
2012-04-22, 12:16
Powiedziałem to pół żartem, pół serio. Pół żartem- bo potrzebowałem asekuracji. Żeby się wyprzeć wszystkiego, gdyby Twoja reakcja okazała się nie taka, jakbym chciał...

 Moim największym marzeniem jest, było zawsze... bycie sobą. Znalezienie prawdy, zaakceptowanie jej, oparcie się w sobie, wybudowanie tam Domu. Mój Dom jest tam, gdzie jestem ja. Tego chcę i widzę tylko jedną drogę ku temu.

 Kiedyś myślałem, że zawsze będę sam, bo nikt mnie nie zaakceptuje. Potem myslałem, że będę zawsze sam, bo ja nie zaakceptuję nikogo. A potem spotkałem Ciebie i zrozumiałem od razu, że mieszkamy po tej samej stronie Księżyca.

 Zawsze pracowaliśmy nad sobą. Ja nad Tobą a Ty nade mną, próbując włożyć to co dobre w nas w drugą osobę. Pragnąłem uczynić w Tobie więcej luzu, akceptacji, chciałem dać Ci wolność wewnętrzną. Chciałem dać ją nam. Obrałem metodę małych kroków, dawkowanie po łyżeczce czegoś, co wczesniej wydawało się niezjadliwe. Robię to od dawna, nie wiem czy wiesz. Raz tylko postąpiłem inaczej, wtedy, kiedy powiedziałem Ci, że Cię kocham. Wiem, to było jak kubeł zimnej wody. Wiem, nie należy wrzucać na człowieka niespodziewanie takich rewelacji. Więc pracuję wytrwale i widzę jak się zmnieniasz, jak otwierasz coraz bardziej i coraz bardziej piękniejesz.
 
 Dajesz mi to, co dla mnie najważniejsze. Mogę być sobą. Akceptujesz mnie. A ja chcę wciąż więcej- weź mnie jeszcze więcej, weź mnie całego. Nie wiedziałem, czy mnie udźwigniesz, bałem się. Dawkowałem bardzo, bardzo małe krople przez długi czas. Czekałem na odpowiedni moment. Powiedziałem to pół żartem, pół serio- A skąd wiesz, że taki włąśnie nie jestem? Może poprostu jeszcze Ci tego nie powiedziałem, może ja czuję właśnie tak? Może chcę być taki? ...

 Twoje milczenie trwało tak któtko, tak bardzo krótko- Wolę, żebyś był taki, niż miałbyś być jak wszyscy. Przecież wiesz, że cenię to, jaki jesteś.

 Tak, przecież za to właśnie mnie kochasz. Dziękuję Ci za tą wolność, dziękuję za akceptację, dziękuję za to, że mogę spełniać moje marzenia. Nigdy nie myślałem, że będę aż taki szczęśliwy. Mój Dom jest tam, gdzie jestem ja. Mój Dom jest tam, gdzie jesteś Ty. Nie,... Kochanie, nie potrafię nas już rozdzielać na dwie osoby.

Skomentuj (0)

miłość i wolność
2012-04-18, 13:16
Miałem już jakiś czas temu o tym napisać, ale coś mnie powstrzymywało. Dzisiaj Ines pchnęła mnie w tym kierunku, żebym się ostatecznie zdecydował. To piękne jak mnie inspirujecie :)

 Jak wytrwać razem 10, 20, 50 lat? To jasne, dać sobie wolność, nie łazić wszędzie razem, mieć swoje własne pasje. Wszyscy tak mówią. Myślicie, że to takie proste? Otóż wcale nie. Czasem wydaje nam się, że musimy w jakiś sposób zaznaczyć nasze "my", zaznaczać je dla świata i dla samych siebie. Bo co będzie jeśli damy sobie tej wolności za dużo, zaczniemy mieć osobnych przyjaciół, inne zainteresowania, wpadniemy w inne towarzystwo, zaczniemy mieć inne przekonania, co w końcu zostanie z tego, co nas łączyło? Może się stanę mało ciekawy, nudny, jesli ją puszczę, znajdzie kogoś bardziej interesującego. Dajmy sobie wolność w związku- to jasne- tak mówimy i wydaje nam się , że to rozumiemy. Ale podświadomie boimy się to zrobić. Boimy się, bo jesteśmy bardzo niepewni siebie.

Już na początku mojego związku moja druga, ładniejsza połowa powiedziała mi o tej wolności, jaka ona jest ważna, jaka budująca, jaka czysta- Wiesz, zazdrość to bzdura.
Hmm... tak, oczywiście, zgodziłem się, przyjąłem do wiadomości, bo to oczywiście prawda. Ale weź to człowieku wprowadź w życie, weź to poprostu zrób. Zazdrość owija się jak podstępny wąż i wciska się do naszego serca przez najmniejsze szpary, chociaż sami bardzo nie chcemy jej wpuścić. Muszę przyznać, że zajęło mi kilka lat zatkanie tych wszystkich dziur, przepracowanie problemu i wreszcie z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że tak, zrozumiałem.

Ktoś mądry mi ostatnio powiedział:
" Jesli nie wiesz, czy coś należy do ciebie, to otwórz dłonie i wypuść to na wolność. Jeśli nie wróci, to znaczy, że nigdy nie było twoje".
 Uśmiechnąłem się, to piękne słowa i takie prawdziwe. Ale ile trzeba mieć odwagi, żeby otworzyć dłonie...  Bo może nie wróci... :)

Skomentuj (10)

Jak zostałem aniołem
2012-04-13, 11:31
Muszę przyznać, że Mu-erte mnie zainspirował, a dokładniej jego pierwszy fenomenalny wpis do bloga. Mam nadzieję, że rozwinie się z tego coś pięknego, że kolega przyczyni się do zwiększenia akceptacji i rozbicia w pył głupich stereotypów. No więc zainspirowany tą jego dobrą akcją sam postanowiłem spróbować i napisać dziś o tym, jak zostałem aniołem :)

Parafrazując:
Tak, jestem ateistą. Tak, czytam książki. Nie, nie piekę najlepszych ciast na Pomorzu Zachodnim... w ogóle nie piekę...

Jestem czysty, od kiedy tylko zostałem poczęty, tzn. nieskalany żadną religią, nie przyjęty do żadnej społeczności religijnej, nie skropiony świętą wodą, nie obrzezany i w ogóle nic z tych rzeczy- jak to mówią, goły i wesoły. Nigdy specjalnie nie obnosiłem się z moim ateizmem, bo uważałem to za sprawę zwykłą, jakoby mi przyrodzoną, ale w moim małym mieście rodzinnym i tak wszyscy wiedzieli. Nie znałem żadnych innych dzieci ateistycznych, ani w ogóle wiary innej niż chrześcijańska. Przez 28 lat nie spotkałem się NIGDY z dyskryminacją mojej osoby z powodu niewiary, wrogością czy czymkolwiek, co mogłoby zranić moje uczucia. Dopiero tutaj, w Parku, zdarzyło mi się to pierwszy raz w życiu za sprawą kolegi z Wielkiego Jabłka. Dziękuję kolego za nowe doświadczenia, otworzyły mi oczy.

  No więc kiedy byłem w podstawówce, lekcje religii odbywały się w szkole, często gęsto w środku dnia. Miałem wybór- świetlica albo katecheza. Byłem nieśmiały, wiec wolałem katechezę. Rozumiecie, świetlica = obce dzieci. Byłem poważny ponad swój wiek i uważałem się za dobrego człowieka, a dobry człowiek nie wchodzi w butach do domu innego. Jako gość na lekcji religii byłem bardzo grzeczny ze zwykłej przyzwoitości. Dlatego ksiądz mnie zawsze lubił- byłem jedynym dzieckiem w klasie, które go szanowało. Inni, wiadomo, jak to na religii- wrzask, bieganie po klasie, rzucanie papierami. Tylko ten jeden mały ateista siedzi spokojnie i maluje, co prawda nie słucha, ale przynajmniej się nie odzywa. Co za paradoks!

Faceci w czerni zmieniali się na przestrzeni lat, ale wszyscy mnie lubili.

 W liceum mieliśmy w dechę księdza. Co prawda już nie przesiadywałem na lekcjach religii, bo wtedy to chyba były już w kościele, albo jakoś tak, nie pamiętam, ale ksiądz mnie znał i potrzebował. Miał pecha- główny ateista był również głównym szkolnym artystą. No a wiecie- jasełka i to całe zamieszanie. Robiłem mu szopkę, wystrój i zwierzątka- barany, wołka i osiołka. Tego roku papież J.P.II powiedział " Przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę"- takie przesłanie czy coś. Ksiądz powiedział- zrób mi napis, tylko duży i powieś na środku, żeby było widać. O.K. zrobiłem mu napis, w cholerę się napracowałem wycinając te literki. Powiesiłem na środku, było ładnie, ale łyso i nie przyciągało uwagi. I wtedy zobaczyłem moje kartonowe barany... Zrobiłem z nich rodzinę , która ładnie kroczyła pod napisem- mamusia wołek, tatuś osiołek i dzieci barany- Przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę :) Zrobiłem zdjęcie ku pamięci i poszło do szkolnej gazetki.

Ksiądz był dobry, więc mi to wybaczył, ale powiedział:
- Za karę zostaniesz aniołem!
Hm...???

Wyczaił mnie kilka dni wcześniej, kiedy koleżanki trenowały śpiewanie kolęd. Nie znałem tekstu, ale dały mi kserówki, a że mam dobre ucho, załapałem melodię i śpiewałem z nimi. Ale nie miałem zamiaru być aniołem!!!

- Masz silny głos- powiedział ksiądz- postawię cię w pierwszym rzędzie.
- Ale proszę pana, nie mogę być aniołem, bo nie mam tej białej sukienki- protestowałem.
- To się ubierzesz w cokolwiek białego. Masz coś takiego?
- Hm.... mam kimono.
- Jakie kimono?
- Od karate. Mam nawet gdzieś jeszcze żółty pas. Mogę się związać, będzie pasowało do złotych łańcuchów- myślałem, że zniechęcę księdza, ale on oświadczył:
-Ubierzesz moją albę!

No to już nie mogłem odmówić, skoro ksiądz głównego ateistę ubierał w swoją albę i stawiał w pierwszym rzędzie aniołów- postanowiłem się podjąć, bo to mogła być jedyna okazja w moim życiu :D Znowu zdjęcie poszło do szkolnej gazetki. Stałem w pierwszym rzedzie i świewałem, bardzo dumny z siebie i dopiero wtedy ksiądz zobaczył, że ubrałem jego albę tył do przodu... No skąd mogłem wiedzieć? Ale byłem aniołem. Zostałem aniołem. Może jestem do dziś... :)

Wbrew stereotypom, ze ateiści boją się święconej wody i opluwają księży...

Skomentuj (6)

Amen, I'm alive
2012-04-11, 23:20
 Wsiadając do samochodu przekręciłem kluczyk i odtwarzacz cd włączył mi akurat tą piosenkę:

www.youtube.com/watch?v=-IUSZyjiYuY

To sprawiło, że moje myśli na zasadzie wolych skojarzeń wróciły do słów kolegi DeltaBenka o starym porzadku świata z dyskusji o homoseksualizmie. Czy nie powinniśmy go wciąż zmieniać, ulepszać? Dzieki wspaniałym i odważnym ludziom nasza wiedza rośnie z dnia na dzień a jeśli ją posiadamy, naszym obowiazkiem jest walczyć o to co najcenniejsze- o życie. Stary porządek, prawa natury- pozwólmy umierać słabym, niedostosowanym, nieprzynoszącym korzyści społeczeństwu, gatunkowi. Czy na prawdę ktoś jeszcze tak myśli? Ludzie, jesteśmy ludźmi! Cywilizowanymi...

Czy ja nad tym myślę, czy się zastanawiam nad sobą i nad moim miejscem w świecie, nad tym co posiadam? Tak, zastanawiam się i jadąc do domu, policzyłem i wyszło mi 29 lat i cztery miesiące. Tak długo byłbym już martwy, gdyby panował stary porzadek świata. Żyję, bo istnieje nowoczesna medycyna, bo istnieją ludzie nauki i zdaję sobie sprawę, że swoje życie zawdzięczam więcej niż dwóm istotom ludzkim.
 
 Szanujmy życie, bo ono jest darem. Darem, który otrzymujemy od innych ludzi, od nikogo innego, tylko właśnie od nich. Jest to dar od ludzi dla ludzi, tak ja go dostałem, jak i każdy z Was. Wszyscy mamy tyle samo- jedno życie i nie mogę pojąć dlaczego są ludzie, którzy czepiają się innych, kiedy oni chcą żyć po swojemu nikomu nic złego nie robiąc, chcą być tym , kim zostali stworzeni. Zajmijmy sie swoim własnym życiem, zamiast upatrywać przyjemnosci w psuciu życia innym. Zajmijmy się budowaniem a nie niszczeniem, pomocą a nie gnębieniem.

 W dupie mam poprawność polityczną, piszę to, co myślę. Wiem, ze równość jest trudna i na dłuższą metę bardzo ciężko jest ją przyswoić społeczeństwu, jeszcze nigdy się to nie udało- pomysł utopijny. Nie bez przyczyny wszak Savanarolę spalono na stosie. Zasłużył sobie, chciał równości dla wszystkich. Na szczęście stary porzadek odchodzi. Przeżyłem już prawie trzydzieści lat będąc zdrowym i szczęśliwym człowiekiem i mam nadzieję na wiecej w coraz lepszym świecie, w którym ludzie nie będą pogardzali innymi z powodu miłości, a będą promowali życie.

Skomentuj (6)

RE: Współczesne darmowe dziwki
2012-03-30, 14:17
Chciałbym tutaj napisać o zjawisku zwanym "czystością aż do ślubu". Jako że ostatnio kolega Nostrian skierował moje myśli na ten tor, za co mu szczerze dziękuję. Oczywiście jest to postępowanie całkiem o.k. pod warunkiem, że jest wynikiem osobistego wyboru. Dzisiaj moim celem nie jest rozpatrywanie wszystkich za i przeciw, których jest zapewne bardzo wiele, jako że, będąc rasowym ateistą, widzę świat w kolorach szarości :) Chciałbym tylko przytoczyć jeden przykład do rozpatrzenia i przemyślenia a mianowicie przykład pana Zygmunta Freuda, z racji, że książkę o nim właśnie czytam. Otóż Zygmunt był wychowany w rodzinie o tradycyjnych wartościach, z których jedną była "czystość do ślubu", wierzył w romantyczną miłość, która wszystko przetrwa, w harmonię dusz itd- wporzo jest, dlaczego nie? Martę poznał w wieku 26 lat, będąc oczywiście czystym jak kryształ, po czym po kilku miesiącach oświadczył się i został przyjęty. I tu rozpoczęła się droga przez mękę. Oczywiście jedyne co mógł zrobić przed ślubem, to pocałować swoją ukochaną a i to powodowało okropne wyrzuty sumienia. Ożenić się jednak tak szybko nie mógł, musiał najpierw zarobić na utrzymanie całej swojej przyszłej rodziny, jak i teraźniejszej. Ponieważ panną z dobrego domu nie wypadało pracować zarobkowo, wszystkie rachunki itd. spadały na jego barki. Puki nie miał kasy, nie mógł mieć rodziny, a więc ze ślubu nici- czytaj z seksu nici ( zdrowy trzydziestoletni mężczyzna, któremu zabroniono seksu, nie będzie tak na prawdę zdrowy, przynajmniej w rejonach głowy). Nie należał do bogatych z urodzenia, musiał się sam wszystkiego dorobić. Pracując na uczelni i w szpitalach w perspektywie miał ślub conajmniej za 10 lat. A wtedy będzie miał 36 lat... Tym czasem krew nie woda. Zygmunt pracował dniami i nocami, ale był tylko człowiekiem. Do tego porządnym, nie takim, który żeby sobie ulżyć, pójdzie do burdelu lub coś w tym rodzaju. Pracował naprawdę ciężko, a pieniędzy nie przybywało. Panna była biedna, więc nawet na posag nie mógł liczyć. Tracił siły, tracił nadzieję, tracił radość życia. Ona mieszkała z matką w Hamburgu a on w szpitalu w Wiedniu. Pewnego dnia trafił na bardzo ciekawy artykół w jednym z czasopism naukowych, opisujący nieznaną dotąd roślinę z Ameryki zwaną coca. Ponoć to zioło pozwalało pracować wiele godzin bez zupełnego zmęczenia, usuwało skutki braku snu, dopingowało do sprawnego myślenia i nie miało skutków ubocznych. To była szansa dla Zygmunta. Gdyby mógł pracować wydajniej, szybciej zarobiłby na małżeństwo. Poprzez znajomego aptekarza sprowadził dla siebie na próbę kokainę i z radością stwierdził, że działa lepiej, niż się spodziewał. Że był dobrym człowiekiem, podzielił się swoim szczęściem z rodziną i licznymi przyjaciółmi stwarzając wesołe kółko kokainistów, pełnych nadziei na lepsze jutro. ...

Co dalej, jeszcze nie wiem, bo nie przeczytałem, ale już ten początek daje do myślenia. Jakoś tak mi się wydaje, że gdyby pozwolono Marcie pracować, gdyby mogli legalnie zamieszkać razem i cieszyć się sobą, Zygmunt pracowałby spokojnie i poświęcał się swoim lekarskim i naukowym pasjom, zamiast staczać się jako ćpun.  (...)  Jak doczytam, to napiszę co dalej było :)

Mam nadzieję, że nie było zbyt niecenzuralnie, jesli tak, to przepraszam :)

Skomentuj (13)

O snajperach
2012-03-16, 12:31
Urodzeni w trzeciej dekadzie Strzelca (13-21 XII)
Urodzeni w tej dekadzie są pod dodatkowym wpływem Saturna, który wzmacnia u nich realistyczny i praktyczny stosunek do życia. Saturn, w przeciwieństwie do Jowisza, uświadamia swoim podopiecznym, że każdy rozwój, każda ekspansja życiowa musi mieć swoje granice. Strzelcy z tej dekady mają najbardziej różnorodne charaktery, co wynika z układu opiekuńczych planet. Silny wpływ Saturna przy słabym Jowisza powoduje brak rozmachu życiowego. Przy silnym wpływie Jowisza, a słabym Saturna występuje skłonność do podejmowania ryzykownych decyzji i nie analizowania swoich błędów. Osoby urodzone w tym okresie są, tak jak i poprzednicy, inteligentne, dociekliwe, łatwo przyswajają sobie wiedzę i potrafią wykorzystać ją praktycznie. Na ogół są bardziej przewidujące od Strzelców z poprzednich dekad i bardziej powstrzymują się przed zbytnim ryzykiem. Cechuje ich również to, że ograniczają się do zadań realnych w stosunku do możliwości i wykonują je z dużym zaangażowaniem. Prace ich cechuje logika i porządek. Większą wagę przywiązują do spraw istotnych, natomiast często bagatelizują drobiazgi lub szczegóły. Otaczają się ludźmi odpowiedzialnymi, mądrymi i lojalnymi. W towarzystwie są miłe widzianymi kompanami. Ich dobry humor i trafne oceny rozładowują niejedną napiętą sytuację. W swoim otoczeniu znani są z obiektywizmu i dużej odwagi cywilnej. W obliczu jawnej niesprawiedliwości nie ugną się przed niczyim autorytetem i nie będą obawiać się żadnych konsekwencji. Bardziej niż poprzednicy mają rozwinięty popęd seksualny. W związki małżeńskie wchodzą również wcześnie. Przywiązują ogromną wagę do rodziny oraz domu i dlatego starają się starannie tuszować swoje romanse.

Skomentuj (23)

Lekcja języka polskiego
2012-03-14, 12:38
 Znowu będzie o dzieciach. Moja dziesięcioletnia koleżanka Julia zdała mi wczoraj relację z tego, co się ostatnio działo w szkole. Z zapartym tchem i fascynacją opowiadała szczególnie o lekcji języka polskiego:
- Mieliśmy napisać straszną historię!
- Straszną histrorę?
- Tak, wymyślić i napisać jak najbardziej straszną, najstraszniejszą historię. Więc Asia napisała o psie, który szedł ulicą i przejechał go samochód. Leżał na poboczu i umierał, ale szedł pijak i go kopnął. Potem się okazało, że ten pies to była suka, więc ją kopnął drugi raz. Wydawało mi się, że to było mało straszne, więc ja ułożyłam o chłopcu, którego potrącił TIR. Ale on się zaczepił i ten TIR go ciągnął, połamał mu ręce i nogi, skręcił mu kark i wszystko, wszystko miał połamane. (...)

 Nie wydaje Wam się, że coś jest nie tak? Kiedy miałem 10 lat czytaliśmy " Nasza mama czarodziejka" a kiedy Lampo- pies, który jeździł koleją, zginął na końcu książki, nie mogłem spać przez tydzień, tak mi go było szkoda. Tym czasem dzisiaj dzieci przecigają się w wymyślaniu "strasznych historii", zachęcane przez pedagoga, zafascynowane i szczęśliwe. Dzisiaj przejechany pies jest "za mało straszny", by w ogóle się nim przejąć. Jestem ciekawy czy ta pani nauczycielka nie narzeka na dziesiejszą, coraz gorszą młodzież- jak my wszyscy- dorośli. Narzekamy, ale sami ich takich tworzymy. Czy to z nimi jest coś nie tak, czy z nami?

Skomentuj (1)

Magia w naszym życiu
2012-03-05, 18:52
- Udało mi się!- wykrzyknęła- Udało mi się, a to wszystko dzięki tobie!
- Dzięki mnie? Dokonałaś tego sama. Ja nic nie zrobiłem.
- Zrobiłeś.
- Co takiego?- zapytałem niezmiernie zdziwiony.
- Byłeś tu cały czas a ty jesteś magiczny.
... ... ...
Tak wygląda magia w naszym życiu, jedyna i najlepsza jaka istnieje. Jesli ją czasem zgubię, wystarczy pół godziny z dzieckiem :)

Skomentuj (13)

Odwaga i rozwaga
2012-01-15, 19:45
" Namysł czyni nas tchórzami"---- W. Szekspir

Własnie sobie czytam rozdział "Odwaga i rozwaga" w książce pt. "O człowieku wielowymiarowym" i oczywiście wszystko odnoszę do siebie. Kto mnie zna, to wie, że tak mam :) No i cytat: " Być może konfrontacja z sobą jest prawdziwym testem odwagi." Nie mogę się z tym zgodzic w tym sensie, że wyciąłbym z tego zdania " być może". To strasznie ciężki test i żadne być może. Nastepny cytat ; " Próby samorozwoju rzadko kończą się powodzeniem. Dlatego ludzie o wysokim współczynniku odwagi stanowią grupę elitarną, chociaż liczebność jej zmienia się w róznych epokach historycznych i w różnych tradycjach kulturowych". Bardzo dziekuję, to mnie Pan pocieszył. Ale powiedzmy, że w to nie uwierzyłem.-------

No matter what you say about life
I learn every time I bleed
The truth is a stranger
Soul is in danger I gotta let my spirit be free

Skomentuj (14)

Dlaczego Fiodor smutny był
2011-12-09, 13:26
Zainspirowany prywatną wypowiedzią mojej miłej koleżanki Ines, postanowiłem sprawdzić dlaczego to Fiodor Dostojewski był smutny i nieszczęśliwy i pisał to, co pisał. Oto, co znalazłem:
- za młodu wychowywał się pomiędzy cmentarzem dla kryminalistów, sierocińcem a przytułkiem dla obłąkanych; jego ulubionym zajęciem było wysłuchiwanie opowieści sąsiadów
- rodzina duża i prawdopodobnie dysfunkcyjna, kotłowała się na bardzo małej przestrzeni, co sprzyjało powstawaniu i zaostrzaniu konfliktów międzyludzkich
- ojciec bestialsko zamordowany
- Fiodor jako uczeń zmuszany do zakuwania matmy, której nienawidził ( tu go rozumiem, też bym miał od tego inne stany świadomości)
- niezadowolony z państwa, w którym mieszkał a jednocześnie nacjonalista
- skazany za swoje poglądy na karę śmierci, stanął przed plutonem egzekucyjnym; w ostatniej chwili kara została zamieniona na ciężką, wieloletnią katorgę
- siłą wcielony do wojska
- zakochany w mężatce czekał na śmierć jej męża
- chory na padaczkę
- depresja
- ataki szału- podczas jednego z nich uszkodził sobie oko i nieodwracalnie oszpecił twarz
- wielu nie dawało mu szans jako pisarzowi
- śmierć żony i brata
- hazardzista
- popadł w długi
- następne długi odziedziczył po bracie
- mocno nietolerancyjny a przez to pewnie sfrustrowany
- generalizował przypisując negatywne cechy całym narodom i wyznaniom
- katolickich Polaków oraz wszelkiej maści ateistów uważał za wrogów

 Tak oto znalazłem kilka uwag na temat życia Fiodora D., choć wcale głęboko nie grzebałem. Strach pomyśleć, co by było dalej. Nasuwa mi się tylko jeszcze, że takie wielkie dzieła jak "Zbrodnia i kara" czy " Bracia K." powstają pod wpływem strasznych, negatywnych emocji. To one są siłą napędową najwspanialszej twórczości...

Skomentuj (7)

Stefan B.
2011-12-05, 11:30
Wchodzę na park a tu co? Stefan autorem tygodnia!!!! O ha, ha, jak mu powiem, to biedak tak fiknie, że zapomni padu zrobić :D No niesamowite, myślę, że będzie pod wrażeniem swojej sławy w naszym kraju. Myślę nawet, że będzie szczęśliwy... :)

Skomentuj (0)

Rozkręca się...
2011-12-02, 10:51
   "... to była próba ponad siły, więc kierując się nagle obok kuchmistrza ku drzwiom, zsunął łańcuch z szyi i smagnął ciężkimi mosiężnymi ogniwami przez twarz szydercy. Nim Swalter oprzytomniał, pan Flay był juz daleko w korytarzu. Na twarzy kuchmistrza zaszła zmiana. Wszystkie obszerne środki wyrazu tej głowy poddały się, jak glina w rękach modelarza, uzewnętrznieniu namiętności. Napisano na niej miazgą słowo zemsta."   

 Strona 101 "Tytusa Groana", czyli wreszcie zaczyna się coś dziać, bo już traciłem nadzieję. Książka ta porównywana jest do największych dzieł fantastyki. No zobaczymy...

Skomentuj (0)

Zachęcający wstęp
2011-11-20, 10:53
"Prędzej czy później umrzesz, drogi Czytelniku. Mam nadzieję, że stanie się to szybko i bezboleśnie, ale umrzesz bez wątpienia. Jeśli nie nastąpi to w najbliższej przyszłości i z nienaturalnych przyczyn, zanim odejdziesz z tego świata, będziesz chorował - i to zapewne kilkakrotnie."- taki wstęp powitał mnie gdy otworzyłem moją nową książkę. Cóż, brutalna prawda. Jednak zastanawiam się czy są ludzie, którzy zrezygnowali z czytania po takim zachęcającym wstępie :) Szkoda rezygnować, książka wszak jest świetna, przynajmniej jak narazie. " Umysł, który szkodzi"- Pana Martina ale nie tego z Gry o Tron :) Mam sezon na Martinów.

Skomentuj (2)

Pewien rodzaj przekleństwa
2011-10-30, 12:38
  " - Pan Aylmore dużo czyta- powiedział William Fowler ze swojej koi w izbie chorych (...)- Ludzie, którzy dużo czytają są bardziej wrażliwi. A gdyby ten biedak nie przeczytał tej głupiej amerykańskiej historyjki, nie zaproponowałby zbudowania kolorowego labiryntu- wszyscy uważaliśmy to wtedy za cudowny pomysł- i nie doszłoby do tego wszystkiego. Chcę tylko powiedzieć, że czytanie to jakiś rodzaj przekleństwa. Może lepiej trzymać się tylko tego, co człowiek ma w głowie.
   Amen, miałem ochotę dodać, choć sam nie wiem dlaczego."

------ Dan Simmons " Terror"
 :)))))
Ps. Jesli chodzi o tą "głupią amerykańską historyjkę", było to jedno z opowiadań Edgara A. Poe :)

Skomentuj (1)

Dialogi
2011-10-23, 10:38
 Rozmawiając ostatnio z różnymi osobami na temat książek przekonałem się, że wielu czytelników dzieli literaturę na "tą z dialogami" i " tą bez dialogów", przy czym "ta z dialogami" jest wyżej ceniona, a może raczej bardziej lubiana i uważana za ciekawszą. Słyszałem nawet o człowieku, który czytał li tylko dialogi, pozostawiając całą resztę nienaruszoną. Cóż za dziwo... Ale dlaczego tak jest? Otóz jeden z powodów jest taki, że zmęczony pracą człowiek lepiej przyswaja dialogi, niz opisy. Czyż one nie są czymś bardziej naturalnym? Rozmowy uprawiamy codziennie, a opisy jakby już mniej. Być może też takie książki sa bardziej dynamiczne w swojej struktórze, a może dają większe pole do popisu dla wyobraźni. W końcu myśl bohatera wyrażona wprost przez niego może być interpretowana w różny sposób w zależności od tego, kto jest czytelnikiem. Możemy nadawać jej swoiste zabarwienie, np. ciemniejsze, jeśli jesteśmy akurat w takim nastroju.
  Osobiście nigdy nie zwróciłem na to uwagi, ale kiedy się zastanowoić, może rzeczywiście  "te z dialogami" są bardziej pociągające niż reszta...

Skomentuj (0)

Historia pewnej podróży
2011-10-16, 11:07
Na skraj miasta wyszło kilku takich, z których każdy o podróży sobie śnił. Zbudowali dworzec kolejowy, każdy kupił sobie bilet w nim. Lecz kiedy pociąg nadjechał i stanął na peronie zdyszany, ktoś spytał : "więc dokąd jedziemy?". Usłyszał "narazie wsiadamy". Po chwili siedząc przy oknach, rzucali okrzyki zdumienia. Mijali widoki tak piękne, że spełnić się mogły marzenia. Lecz oni pędzili wciąż dalej, szukając piękniejszej ziemi. Ktoś spytał "więc gdzie wysiadamy?". Usłyszał " Na razie jedziemy". Rozmowy ciągnęły się długo i pewnie by jeszcze potrwały, lecz pociąg już bieg swój skończył, więc każdy ten postój pochwalił. Zaś kiedy wyszli z wagonów to nagle w zdumieniu usiedli. Ktoś spytał " Więc gdzie my jesteśmy?". Usłyszał : " Na razie tu, gdzieśmy wsiedli".    
  Lecz gdyby ktoś mylnie sądził, że w tej podróży była strata, niech wie- podróże kształcą, a zwłaszcza dookoła świata :)

Piosenka Marka Grechuty, bardzo trafna z uwagi na "podróż", którą ostatnio odbyłem.

Skomentuj (0)

Wygnanie Joraha
2011-10-15, 13:24
-  Nie próbuj temu przeczyć, ser. Wiem, że mnie zdradziłeś.
Mormont padł na kolana.
-Nie...nie...-Potrząsnął głową-Nie chiałem... Wybacz mi, musisz mi wybaczyć.
- Muszę?- Było już za późno. Powinien był zacząć od błagania o wybaczenie. Nie mogła go ułaskawić, co było jej zamiarem. Kazała wlec sprzedawcę wina za swym koniem, aż nic z niego nie zostało. Czy człowiek, który go sprowadził, nie zasłużył na taki sam los? To jest Jorah, mój dziki niedźwiedź, moja prawa ręka, która nigdy mnie nie zawiodła. Bez niego bym zginęła, ale...-Nie potrafię ci wybaczyć- rzekła- Nie potrafię.
- Broniłem cię. Walczyłem za ciebie. Zabijałem dla ciebie.
Pocałowałeś mnie- pomyślała- Zdradziłeś mnie.
- Zszedłem do kanałów jak szczur. Dla ciebie.
Chyba lepiej by było, gdybyś tam zginął. Dany milczała, nie miała nic do powiedzenia.
- Daenerys- odezwał się- Kochałem cię
- Nigdy więcej nie waż się mnie dotykać ani wypowiadać mojego imienia. Masz czas do świtu na zabranie swoich rzeczy i opuszczenie miasta. Jeśli jutro po świcie zostaniesz złapany w Meereen, każę Silnemu Belwasowi urwać ci głowę. Lepiej w to uwierz- Odwróciła się do niego plecami, zamiatając spódnicami. Nie mogę patrzeć mu w twarz- Zabierzcie mi z oczu tego kłamcę- rozkazała. Nie wolno mi płakać, nie wolno. Jeśli zacznę płakać, na pewno mu wybaczę...

Skomentuj (0)

Poison
2011-10-15, 10:58
Your cruel device/ your blood, like ice/ One look, could kill/ My pain, your thrill.../
I wanna love you but I better not touch/
I wanna hold you, but my senses tell me to stop/
I wanna kiss you but I want it too much/
I wanna taste you but your lips are venomous poison/
You're poison, running through my veins/
Poison/
I don't wanna break these chains/
Your mouth , so hot/
Your web, I'm caught/
 Your skin , so wet/
Black lace, on swet..../
I hear you calling and it's needles and pins/
I wanna hurt you just to hear you screaming  my name/
Don;t wanna touch you but you'ar under my skin/
I wanna kiss you but your lips are venomous poison/
You're poison, running trough my veins/
Poison

Skomentuj (2)

Kim jestem?
2011-08-19, 13:13
Nie zawsze możesz mieć co chcesz/ Choć gonisz tak że brak ci tchu/ Gdy wszystko nagle traci sens/ Wciąż może być dobrze dobrze dobrze!/ Ja to znam/ Wciąż może być dobrze dobrze/ Gdy nie boisz się nie/ Popłyniesz dalej z każdym dniem/ Gdzieś gdzie nic nie będzie już dziwić cię/ I z każdą chwilą twoje dni coraz mniej realne są/ Nie dziwisz się/ Tatuaż zdobi twoją pierś/ I w twojej głowie pełno tatuaży/ Gdy w jednej chwili zmieniasz się/ I jest ci tak dobrze dobrze dobrze/ I ja to znam/ Jest ci tak dobrze dobrze/ Gdy nie boisz się nie/ A kiedy nagle kiedy/ Nagle zbudzisz się/ To nie będziesz wcale ty/ To nie jesteś już ty.../ Czasami uciekam wewnatrz siebie, gdzie staję się kims trochę innym. Staram się pozbyć swoich tatuaży, oczyścić, spojrzeć tak, jakbym jeszcze nigdy nie widział. Uciekam- przyznaję i przebudowuję się. Ten wewnętrzny ktoś zaczął bardzo oddziaływać na mnie zewnętrznego, zmieniać mnie naprawdę. Jestem z tego nawet zadowolony, chcoć nie potrafię się jednoznacznie zidentyfikować- jeszcze. Być może to kiedyś nastąpi. Czy nie jestem już sobą, czy właśnie dopiero teraz zamieniam się w samego siebie, takiego, jakim naprawdę jestem, jakim zawsze byłem, jakim bałem się być.

Skomentuj (2)

Natchnienie
2011-08-03, 17:28
Czasem długo nie przychodzi i nie daje się niczym wzbudzić. Wydaje mi się wtedy, że już na dobrę utknąłem w martwym punkcie. Aż nagle niespodziewanie wystarczy jedna piosenka lub czyjaś twarz i oto jest. Świeci jasno jakby błękitny nadolbrzym i otwiera jakieś trzecie oko w umyśle. Znowu wszystko płynie. A więc do dzieła !

Skomentuj (0)

Totalna awaria
2011-07-31, 17:08
Moje konto fiksuje ostatnio. Nie mogę dodać recenzji i z nikąd pomocy...

Skomentuj (2)

Naprawdę nie dzieje się nic
2011-07-17, 11:50
Czy zdanie okrągłe wypowiesz, czy księgę mądrą napiszesz, będziesz zawsze mieć w głowie tę samą pustkę i ciszę. Słowo to zimny powiew nagłego wiatru w przestworze; może orzeźwi cię, ale donikąd dojść nie pomoże. Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum, wódka w parku wypita albo zachód słońca, lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic i nie stanie się nic - aż do końca. Zaufaj tylko warg splotom, bełkotom niezrozumiałym, gestom w próżni zawisłym, niedoskonałym. ... .... Ta piosenka zawsze podnosi mnie na duchu

Skomentuj (6)

Znowu pada...
2011-07-03, 10:50
Pada deszcz - tak już było wczoraj/ "Znowu Ty" - to są twoje słowa/ W moich snach - nic się nie zmieniło/ Dzień jak dzień - tak już przecież było [...] Wołasz mnie - słyszę swoje imię/ Płynę więc - przecież wszystko płynie/ Mówisz że nic się nie zmieniło/ Tak już jest - tak już przecież było... Lady Pank- słyszałem raz na żywo- strasznie fałszują :D ( o, właśnie przeczytałem uwagę z boku, żeby nie obrażać, przepraszam, powinienem był może napisać, trzymają niekonwencjonalną tonację ;))

Skomentuj (0)

Słodka Bazylia
2011-07-02, 14:50
Słodka Bazylia - tak się nazywa bar./ Zamknięty, bo minęła już dwunasta./ Tak ciepło tu. Wychodzić trochę żal./ Ostatnie szklanki chowa barman./ Dopijam piwo, sięgam już po płaszcz./ W kieszeni mam monetę dla pianisty./ Nad klawiaturą widzę smutną twarz/ na piramidzie nut - szklankę whisky./ On mówi: - Proszę, powiedz jak to jest,/ dlaczego wszystko trzeba chować na tym świecie?/ Ja tu co noc na dwa, na trzy, na sześć,/ a to jest przecież całe moje życie./ Dziś rano zostawiła mnie dziewczyna,/ bo jednej rzeczy ukryć nie umiałem:/ że w chwili kiedy siadam do pianina/ zapominam, że mam duszę i mam ciało./ Przerwał i spojrzał gdzieś w mrok pustej sali,/ a ja monetę obracałem w palcach.../ - Przepraszam, powiedziałem, pan zapali?/ I czy pan mógłby zagrać jeszcze tego walca.../ Patrzyliśmy na siebie dobrą chwilę./ Barman ponuro patrzył na zegarek./ Więc wyszperałem parę groszy na napiwek/ i ruszyłem w stronę drzwi, przez pustą salę./ Idąc myślałem, stary, widzisz, tak to jest./ To co mówiłeś jest mi jakby skądś znajome/. To piwo i ty... i na ulicy deszcz.../ I każdy z parasolem w swoją stronę.../ Na pewno wkrótce znajdzie się dziewczyna,/ Co myśli, czuje, kocha i potrafi.../ Więc zanim znowu siądziesz jutro do pianina,/ Wyrzuć tych kilka niepotrzebnych fotografii. /

Skomentuj (1)

Moje jedyne miejsce
2011-06-22, 15:20
"...Cause you are my lady and I am your man,/ Whenever you reach for me, I'll do all that I can./ Lost is how I'm feeling lying in your arms,/ When the world outside's too much to take,/ That all ends when I'm with you./ Even though there may be times,/ It seems I'm far away,/ But never wonder where I am,/ Cause I am always by your side." Bo jesteś moją kobietą A ja jestem twoim mężczyzną Kiedykolwiek dosięgniesz mnie Zrobię wszystko, co w mojej mocy Będąc w twoich ramionach, ginie gdzieś, to jak się czuję Kiedy świat na zewnątrz za dużo bierze To wszystko kończy się, kiedy jestem z tobą Nawet jeśli są chwile I wydaje się, że jestem daleko stąd Ale nigdy nie zastanawiam się gdzie jestem Bo zawsze jestem po twojej stronie. Tylko Ty potrafisz mnie uratować... :)

Skomentuj (6)
Copyright © 2010 ooo Parkliteracki.pl sp. z o.o. Portal społecznościowy dla miłośników recenzji książek oraz dla wszystkich dla których literatrura i książki to Coś bez czego nie mogliby żyć. Wszelkie prawa zastrzeżone.