Blog
Odpowiedzi na pytania dotyczące religii i teologi zadawane przecz członków naszego parku, o d czasu do czasu moje prywatne wpisy.
Jednego nie można od kobiet wymagać „LOGIKI” gdyż ta je najzwyczajniej w świecie nudzi, lecz osobiście podejrzewam, że jest dla nich najzwyczajniej w świecie za trudna. Wszak żaden system etyczny, moralny czy filozoficzny nigdy nie wyszedł spod kobiecej ręki. Kto wie może dzisiejsze absurdy są efektem dopuszczenia kobiet do władzy i naginania zasad pod wpływem przypływów ich uczuć? Równie abstrakcyjnych co nieprzewidywalnych, oczywistym jest, że nie sposób zbudować na ruchomych piskach niczego solidnego.
Mam serdecznie dość mojej pracy z trzema kobietami które przydzielił mi do pomocy szef, ich sposób pracy i bycia jest wyjątkowo męczący. Są jeszcze perełki jak na ten przykład próba przepuszczenia jednej w drzwiach, która zakończyła się nazwaniem mnie szowinistą. A moje potwierdzenie, że tak, jestem szowinistą spowodowała wybuch jest wściekłości i niewykopywanie moich poleceń. Moje uwagi co do nieefektywności jej pracy skończyły się jej skargą u szefa po której wyleciała ona z pracy na zbity pysk. Przed odchodnym nie umiała zachować się z godnością lecz zrobiła burę na całą firmę. Nie ma co, prawdziwie wyzwolona dziewczynka.
Naprawdę ciężko szanować dzisiejsze kobiety, wywołują one nie poczucie obcowania z pięknem lecz śmiech i politowanie ot taka samiczka (bo nie kobieta) która jest „trochę gorszym mężczyzną”.
Ciężko mi to przyznać lecz obawiam się że Waldemar Łysiak w „Statku” miał rację.
„Nie osiągnie się spójnego planu przez rozbicie go na części i głosowanie nad poszczególnymi kwestiami. Zgromadzenie demokratyczne dokonujące poprawek i głosujące nad złożonym planem gospodarczym punkt po punkcie,tak jak to czyni w przypadku zwyczajnej ustawy,dokonuje rzeczy bezsensownej. Plan gospodarczy,jeśli ma zasługiwać na to miano,musi być oparty na jednolitej koncepcji....” „...Złożona całość, w której wszystkie części muszą być jak najdokładniej dopasowane do siebie, jest niemożliwa do osiągnięcia w drodze kompromisu między sprzecznymi poglądami.”
Friedrich August von Hayek (1889-1992), austriacki ekonomista i filozof polityczny. Otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomi w 1974r. Wraz z G. Myrdalem. Cytowany fragment pochodzi z książki „Droga do zniewolenia” F.A.Hayeka wydanie czwarte z 2009r.
Wnioski pozostawiam wam, dodam tylko tyle że, od gospodarki do polityki społecznej jest tylko jeden krok a czasami jedno przeplata się z drugim.
Nostrian
ODRODZENIE. Niemal dwa i pół wieku trwający okres przejściowy między średniowieczem a epoką nowożytną w Europie. W tym okresie zaszły znaczne zmiany w wielu dziedzinach; wspaniale rozwinęła się m.in. nauka i sztuka. W odrodzeniu należy odróżnić liczne składniki i fazy rozwoju. Związane są też z nim różne zabobony, tak dalece zakorzenione, że nauka nowoczesna dopiero obecnie stara się z wielkim trudem je obalić.
1. Pierwszym i bodaj głównym zabobonem jest wierzenie (do którego przyznawało się zresztą wielu ludzi odrodzenia), że odrodzenie jest właśnie odrodzeniem, zmartwychwstaniem kultury i cywilizacji po długim okresie barbarzyńskich "średnich wieków", które mają być ciemną przerwą między dwoma okresami kultury. Jest to zabobon wynikający z zupełnej ignorancji średniowiecza i ścisłego związku, jaki zachodzi miedzy nim a odrodzeniem, aby wymienić tylko dwie całkiem różne dziedziny, poezję i życie gospodarcze. Dante żył w wieku XIII, a więc w szczytowym wieku średniowiecza, a Petrarka w XIV, nie w XVI. Jeśli chodzi o życie gospodarcze, to jego autentyczny renesans przypadł także na wiek XIII. kiedy wspaniale rozwijały się handel i bankowość. Nawet opowiadanie, że odrodzenie odkryło pisarzy starożytnych, jest zabobonem. Jak dziś wiadomo, przybyły w tym czasie tylko dwa rękopisy starogreckie -wszystkie inne były już na Zachodzie (głównie we Francji) - a to dlatego, że Europa zachodnia przeżyła już w XII i XIII wieku inny nawrót do starożytności, połączony z wielkim zainteresowaniem człowiekiem i przyrodą.
2. Inny zabobon polega na pomieszaniu dwóch składników odrodzenia wzajemnie sobie przeciwnych, a mianowicie tzw. humanizmu* z nową nauką przyrodniczą. Humanizm jest wrogi wszelkiej logice, rozumowi, wszelkiej nauce przyrodniczej, uważa ją za pracę "mechaniczną", niegodną kulturalnego człowieka, który ma być pisarzem, retorem, politykiem. Postać człowieka odrodzenia, który jest równocześnie podobny i do Erazma z Rotterdamu i do Galileusza, jest mitem, a wiara w jakąś jednolitą odrodzeniową wizję świata zabobonem.
3. Trzeci zabobon to wychwalanie filozofii odrodzenia jako "wielkiej" w porównaniu do poprzedzającej ją scholastyki*. Prawda jest taka, że jeśli wyjmiemy Mikołaja z Kuzy (który z duchem odrodzenia nie ma nic wspólnego) i Galileusza (który żyje u schyłku odrodzenia), ludzie odrodzenia nie są, jak słusznie stwierdził Kristeller, ani dobrymi, ani złymi filozofami, ale w ogóle filozofami nie są. Są często znakomitymi pisarzami, uczonymi, znawcami tekstów starożytnych, umieją kpić, dowcipkować, tworzyć arcydzieła literackie, ale z filozofią mają niewiele wspólnego. Przeciwstawianie ich myślicielom średniowiecza jest więc czystym zabobonem.
4. Inny zabobon to wierzenie, że odrodzenie stanowi gwałtowną rewolucję, całkowite zerwanie z przeszłością. Prawdą jest, że zachodzą w czasie owych wieków gwałtowne przemiany, ale są one wszystkie organicznie związane z przeszłością i można w każdym wypadku wskazać, gdzie się w łonie średniowiecza zrodziły. Idzie to tak daleko, że jeden z najlepszych znawców odrodzenia, Huyzinga, mógł je nazwać "jesienią średniowiecza".
5. Wreszcie zabobonem jest twierdzenie, że ludzie odrodzenia są wszyscy, albo przynajmniej w większości protestantami z ducha, monistami, ateistami albo racjonalistami. Prawda jest odwrotna: przytłaczająca większość ludzi odrodzenia, a w filozofii niemal wszyscy, od Leonarda poprzez Ficyna do Galileusza i Campanelli, byli katolikami, często gorliwymi wyznawcami i obrońcami katolickiej wiary, jak np. Marsiglio Ficino, który oksiężył się w 40-tym roku życia i jest twórcą nowożytnej apologetyki katolickiej.
Ojciec profesor Józef Maria Bocheński
MIŁOŚĆ. Rzecz dziwna, że miłość, a więc przeżycie, zdawałoby się, wszystkim dostępne i piękne, stała się przedmiotem zabobonów. Aby to zrozumieć, wypada przypomnieć parę zasadniczych cech miłości, wypracowanych w XX wieku przez filozofów (Scheler i inni). Pierwszą taką cechą jest to, że przedmiotem miłości godnej tej nazwy jest zawsze konkretna osoba ludzka, a nie anonimowe indywiduum, i to o tyle, o ile jest nam bliska, o ile ma tożsamości z nami. Inną cechą miłości jest jej wielka złożoność. Z jednej strony odróżniamy (już od czasu dawnych stoików) cztery typy czy rodzaje miłości: miłość rodzinna (storge), przyjaźń (filia), miłość erotyczną (eros) i miłość duchową (agape). Skądinąd, wobec tego, że możemy wyróżnić w człowieku co najmniej trzy poziomy: roślinny, zwierzęcy i duchowy -miłość może występować na każdym z nich. Przy tym pełna miłość obejmuje je wszystkie równocześnie.
Pierwszy zabobon, odnoszący się do miłości, dotyczy jej przedmiotu. Tym zabobonem jest altruizm*, który jest miłością innego człowieka w abstrakcji, anonimowego - i to dlatego, że on jest inny, obcy nam.
Innym zabobonem, bardzo niestety rozpowszechnionym, jest sprowadzanie miłości do jednej z jej postaci, przede wszystkim do jednego tylko poziomu. Niektórzy widzą miłość tylko na poziomie roślinnym, płciowym; tak np. w języku francuskim "uprawiać miłość" znaczy po prostu tyle co spółkować. Inni - i to jest najbardziej rozpowszechniony zabobon - sprowadzają miłość do uczucia. Miłość jest niewątpliwie także uczuciem, ale nie tylko uczuciem. Jeśli jest pełna, obejmuje także z konieczności wolę służenia i wolę dobra ukochanej osoby.
PACYFIZM. W zasadzie tyle co przekonanie, że pokój jest stanem godnym pożądania i że należy do niego dążyć.
Ale w praktyce pacyfizm przejawia się zwykle w postaci dwóch zabobonów: 1. że można osiągnąć pokój rozbrajając narody pokojowe i 2. że żadna wojna nie jest moralnie dopuszczalna.
Doświadczenie uczy, niestety, że rozbrajanie narodów pokojowych prowadzi do opanowania ich przez inne, wojownicze, a te z kolei zaczynają toczyć wojny z podobnymi do siebie drapieżnikami. Skądinąd twierdzenie, że każda wojna jest niesprawiedliwa, nie wytrzymuje krytyki, są bowiem okoliczności, w których - zgodnie z normalnym wyczuciem - istnieje oczywisty obowiązek bronienia orężem praw innych, powierzonych naszej opiece.
Następujący, zmyślony przykład unaocznia tę prawdę. Do farmera na Dzikim Zachodzie przychodzi sąsiad i oddaje mu pod opiekę 6-letnią córeczkę, bo jedzie do miasta, a czasy są - powiada - niespokojne. Nasz farmer wyczyścił właśnie swój rewolwer i nabił go. Dziewczynka bawi się koło drzwi, kiedy wchodzi bandyta i podnosi pałkę, aby roztrzaskać główkę dziecka. Pytanie: czy wolno naszemu farmerowi strzelić? Odpowiedź ze stanowiska zdrowego rozsądku brzmi: oczywiście, nie tylko wolno mu strzelić, ale nawet, jeśli nie strzeli, zasługuje na naszą pogardę: jego świętym obowiązkiem jest bronić życia powierzonego mu dziecka. Otóż w wojnie obronnej chodzi bardzo często - jak ostatnio podczas drugiej wojny światowej - po prostu o życie naszych współobywateli. Stąd jest prawdą oczywistą, że walka zbrojna w obronie grupy społecznej może być nie tylko dozwolona, ale i nakazana moralnie. Piłsudski pisał w 1908 roku: "Chcąc zwyciężyć, a bez walki, i to bez walki na ostre, jestem nie zapaśnikiem nawet, a wprost bydlęciem, okładanym kijem czy nahajką".
Podłożem pacyfizmu jest sentymentalizm: byłoby tak ładnie, gdybyśmy mogli uniknąć wojen. Wojna jest rzeczą nieładną, straszną. Miesza się te oceny estetyczne z moralnymi, zapominając, że nieraz rzeczy niepiękne są przecież dobre i nakazane (np. operacje). Pacyfizm zasługuje więc w pełni na nazwę zabobonu i to mimo szlachetności niektórych jego wyznawców. Niektórych, bo pacyfizm jest bardzo często używany przez przyszłych najeźdźców do moralnego rozbrajania ich ofiar.
Ojciec Profesor Józef Maria Bocheński
Pobyt na tym portalu z pewnością będę wspominał przez dłuższy okres czasu chodź traktowałem go nieco po macoszemu nie poświęcając mu zbyt wiele uwagi. Spotkałem i dyskutowałem tutaj z naprawdę wieloma ludźmi mądrymi, głupimi lecz zazwyczaj ciekawymi.
Jeżeli jest coś co nasuwa się mi na myśl po tych rozmowach to z pewnością jest to rozczarowanie i irytacja. Oczywistym jest że większość ludzi to kompletni idioci (jak ja kocham demokrację), spodziewałem się jednak że pośród osób które czytają ich średnia będzie mniejsza. I owszem była lecz głupotę zastąpił relatywizm i egocentryzm (są wyjątki oczywiście). Niemal dla wszystkich jedynym punktem odniesienia swoich ocen i opinii jest jego osoba, ma to swoje plusy jeżeli dyskutujemy o miłości lecz w innych wypadkach dyskusja stawała się groteskowa. Potwierdza do mój pogląd, że jeżeli pozwoli się umysłowi rozwijać swobodnie bez wytycznych i ograniczeń to efekt może być tylko jeden, egoizm, samozadowolenie i brak stałych wartości. Otwarcie się na wszystko nie świadczy o tolerancji lecz o wewnętrznej pustce, człowiek zgadzający się na wszystko i nie czujący wstrętu do niczego musi być ideową „pustynią” . Posiadanie jakichkolwiek poglądów skutkuje też antypatią do poglądów przeciwstawnych, to naturalne. Mimo tego miło wspominam rozmowy gdyż wiele zrozumiałem. Wielu użytkowników miało mi do zaprezentowania jedynie relatywizm, negację, wyśmiewanie wszelkich wartości i tradycji oraz żadnych nowych idei. Bunt dla samego buntu, brak celu, podniesienie hedonizmu do rangi przypisanego człowiekowi prawa oraz powszechną bezmyślność. Obraz ludzi czytający książki na tym portalu jest strasznie (przynajmniej dla mnie) przewidywalny, wasz bunt to tak naprawdę dostosowanie się do dzisiejszego świata, bunt w określonych już wcześniej ramach, bunt taki jakiego świat chce, kiedyś nazywano to tchórzostwem, dzisiejsi barbarzyńcy nazywają to postępem. Filozofowanie oderwane od rzeczywistości i od dobra wspólnego to głupota podniesiona dziś do ragi cnoty. Piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami.. Są wyjątki oczywiście (to powinno być oczywiste lecz jeśli tego nie napiszę zaraz ktoś mi wytknie generalizowanie uważając się zapewne za niesamowitego bystrzaka).
Ja jako katolik ortodoksyjny, liberał gospodarczy, konserwatysta moralny, republikanin, monogamista i antydemokrata byłem jedynym buntownikiem na tym portalu. Ludzie o takich poglądach jak moje już niedługo będą prewencyjnie zamykani w więzieniach za mowę nienawiści, faszyzm i antysemityzm pod pozorem „schizofrenii bezobjawowej”. Dzisiaj można być każdym, tylko nie katolikiem, tylko to jedno nie jest społecznie akceptowalne. Tak więc zarzuty że jestem „zmanipulowany” wywołują u mnie jedynie uśmiech. Oparcie się presji społecznej i pozostanie prawdziwym chrześcijaninem to dziś wręcz tytanicznych wyczyn. Bycie lewicowym ateistą z socjalistycznymi poglądami to pójście za 90% dzisiejszej młodzieży, to pójście na łatwiznę. Tak więc nie wmawiajcie mi jacy wielcy z was buntownicy i indywidualiści, idziecie za tłumem ot co.
Jedną z najzabawniejszych rzeczy jest to, że największe zaślepienie i ośli niemal upór w bronieniu tego co nielogiczne i zwyczajnie nieopłacalne społecznie dostrzegałem wśród ateistów. Nawet jeżeli podczas rozmów na PW wykaże się nieopłacalność ich poglądów zastosowanych w praktyce to oni nadal będą je głosić a rzeczywistość to wredna przeszkadzająca mi rzecz. Zawsze myślałem że ateiści są ludźmi pragmatycznymi i logicznymi dla których logika i świat realny są najważniejsze, myliłem się. Ten portal pokazał mi że to najwięksi w świecie „idealiści” do tego tak bardzo naiwni że to wręcz śmieszy :) Nawet jeżeli człowiek jest jedynie ożywionym białkiem, zwierzęciem z dodatkowa warstewką mózgu, to głoszenie takich haseł i budowanie na ich podstawie nowej cywilizacji musi doprowadzić do katastrofy. Dobre wychowanie to sztuka stwarzania pozorów, moralność to zbiór zasad podpartych dla trwałości autorytetem bóstwa, litość to słabość usprawiedliwiana jedynie przez sztucznie wytwarzaną etykę. Cywilizacja to sztuczny twór, oparty na religii i odgórnie założonej moralności. W przypadku liberalizmu moralnego i promowania ateizmu cywilizacja w naszym rozumieniu zaniknie i będzie zastąpiona prymitywnymi relacjami społecznymi i bezlitosnymi rządami rozumu (rozum bez kajdan moralności to zbrodniarz). To logiczne lecz ateiści są idealistami a nie realistami umieją jedynie mówić że Boga nie ma lecz nie umieją pomyśleć co wynika z faktu głoszenia takich tez. Mogę jedynie powtórzyć słowa Woltera (ateisty) „...gdyby Boga nie było to należało by go wymyśleć...”.Są wyjątki oczywiście (to powinno być oczywiste lecz jeśli tego nie napiszę zaraz ktoś mi wytknie generalizowanie uważając się zapewne za niesamowitego bystrzaka).
Jednym ratunkiem w tym bałaganie okazała się pewna niewiasta ;) Ona jedna była warta tego by spędzić tyle czasu na tym portalu, lecz kim ona była, to już tajemnica. Były również głębsze rozmowy na tematy teologiczne, społeczne a nawet uczuciowe które pozwoliły mi poznać bliżej kilka ciekawych osób „perełek”. Lecz to sprawa czysto prywatna, pomiędzy mną a nimi.
Oto moje pożegnanie oczywiście z ukrytym przesłaniem dla tych którzy mnie bliżej poznali. Kto wie może spotkamy się kiedyś na bezdrożach internetu, żegnajcie.
Ogólne:
http://www.youtube.com/watch?v=6DBy_Ssn0KE
Oraz coś specjalnie dla kobiet z którymi miałem przyjemność zamienić tutaj kilka słów ;)
http://www.youtube.com/watch?v=F_DycgPdJrU&feature=related
Błękitne jezioro w niewielkiej dolinie otoczonej porośniętymi drzewami łagodnymi wzgórzami, budząca się do życia natura i oszałamiający zapach wiosny. Siedząc na półce skalnej i napawając się odgłosami lasu po raz kolejny zrozumiałem starą prawdę:
„Ludzie szukają Boga w książkach a znajdują go w Modlitwie”.
Kiedy będę mógł przyjechać do tego miejsc na dłuższy czas i obcować z Bogiem pośród jego stworzenia? Miasto łudzi człowieka swoim ogromem i krzykliwością, łatwiej wtedy uwierzyć w swoją niezależność i wszechmoc umysłu. Odwracamy się od Boga oszukani jednym i tym samym kłamstwem występującym jedynie pod różnymi postaciami, kłamstwem tym jest obietnica „bycia równym Bogu” i ludzkiej nieposkromionej wolności. Wolność bez prawa i zasad zamienia się w klatkę naszych słabości i wad, ileż to ludzi jest jej więźniami. Bóg wyciąga rękę do każdego, tylko od nas zależy czy ja pochwycimy stając się wolnymi ludźmi.
Ja wybieram wolność w prawdzie.
W celu podładowania akumulatorów wyjeżdżam do mojego mojego wujka w Pensylwanii. Jest to kompletne odludzie tak więc nie będę miał dostępu do internetu, zresztą i tak nie zabieram ze sobą laptopa, chcę naprawdę odpocząć. Tak więc do zobaczenia za kilka dni.
W ostatnich dniach na terenie Nowego Yorku zaczęły pojawiać się niecodzienne plakaty. Niecodzienne bowiem nie reklamują nowego filmu lecz idee i ich skutki. Plakat przedstawia młodą dziewczynę w dwóch całkowicie odmiennych „sytuacjach”. Na prawej stronie plakatu widzimy kobietę, skromnie ubraną w tradycyjnym stroju z miłym, niewyzywającym uśmiechem. Po lewej ujrzymy kobietę w krótkiej mini spódniczce, bluzce odsłaniającej brzuch z wypiętym tyłkiem i ostrym, wulgarny makijażem oraz wyzywającym wyrazem twarzy. Pod spodem jest krótki napis w języku angielskim i arabskim „Co wolisz?”. Jest to akcja wspólnoty muzułmańskiej.
Każdy mężczyzna który przestaje być chłopcem i poważnie myśli o znalezieniu matki dla swoich dzieci oraz kobiety z którą będzie chciał spędzić swojego życie nie będzie się długo zastanawiał nad wyborem „prawej” lub „lewej”.
Całkowicie zgadzam się z przesłaniem i muszę z przykrością stwierdzić że dzisiejsze białe kobiety to w większości darmowe dziwki rozkraczające się przed niemal każdym. A w przypadku „wpadki” bez jakichkolwiek skrupułów zabijają swoje nienarodzone dziecko. Nie to jest jednak najgorsze, najtragiczniejsza jest społeczna akceptacja i obojętność.
Ileż to razy byłem namawiany przez moich arabskich przyjaciół z uniwersytetu bym przeszedł na islam... Gdybym nie wierzył w posłannictwo Chrystusa i Boga w Trójcy Jedynego to zapewne tak bym postąpił.
Po każdego przyjdzie kiedyś śmierć, każdy w czytających te słowa umrze i odpowie z tego co czynił w czasie swojego życia.
Właśnie dlatego nastoletnie antyklerykalne siksy po naście lat wyśmiewające wszytko to co dotyczy Boga niesamowicie mnie irytują. Gdyby były chociaż poważne w swojej dziwnej próbie udowodnienia Bogu, że go nie ma. Lecz wystarczy poczytać ich "twórczość". By zrozumieć, że to po prostu zbuntowane nastolatki, nielubiące dyscypliny, wszelkich zakazów i nakazów które naczytały się zmierzchu i harego pottera.
I jak tu was szanować skoro ogół ateistów na tym portalu sprawia wrażenie prymitywnych kretynów.