Ocena użytkownika
Chłopiec z aluminiowym kubkiem w dłoni i inne opowiadania grozy
Postęp: 0
2012-02-17
Autorzy (4)
Grupy (1)
Horrory
Członków: 23
Ostatnia aktywność: 2012-03-13 19:07:53
Grupa dla miłośników książek o tematyce grozy oraz horrorów tych z ekranu :)
Ostatnia aktywność: 2012-03-13 19:07:53
Ostatnie recenzje (1)
Jest to mój debiut z autorką. Po prześledzeniu twórczości pani Waters, stwierdzam, że nie specjalizuje się ona w powieściach grozy, mimo to napisała naprawdę fajna powieść z dreszczykiem.
Głównym bohaterem jest stary kawaler,doktor Farady. Ów doktor trafia do tajemniczego domu, który zamieszkuje rodzina Ayersów. podczas wizyty u zubożałej rodziny, staje się świadkiem niewyjaśnionych wydarzen. Narracja jest przedstawiona jako wspomnienia doktora, co daje książce dodatkowy klimat.
"Ktoś we mnie" nie jest dla osoby, która lubuje się w szybkiej akcji. Leniwe tempo, nie za duża ilośc dialogów, sprawiają, że książka może się dłużyć. Jest to tylko kwestia gustu, mi taka forma w ogóle nie przeszkadzała. Ba! wręcz nie wyobrażałbym sobie innej dla tej historii.
Czytając można wręcz na własnej skórze odczuć atmosferę domu, ciszę i chłód panujące na korytarzach, strach i niepwność towarzyszące wydarzeniom. To wszystko czeka na nas w Hundreds Hall.
Zbliżając się do końca, obawiałem się troche o zakończenie. Na szczęście autorka nie zawiodła i stanęła na wysokości zadania. Mimo to nie każdemu będzie odpowiadał sposób w jaki Sarah Waters postanowiła pożegnac się z bohaterami. Żeby się o tym przekonać, trzeba już sameu sięgnąć po książkę i odwiedzić dom rodziny Ayersów, jeśli tylko wystarczy Ci odwagi...
Głównym bohaterem jest stary kawaler,doktor Farady. Ów doktor trafia do tajemniczego domu, który zamieszkuje rodzina Ayersów. podczas wizyty u zubożałej rodziny, staje się świadkiem niewyjaśnionych wydarzen. Narracja jest przedstawiona jako wspomnienia doktora, co daje książce dodatkowy klimat.
"Ktoś we mnie" nie jest dla osoby, która lubuje się w szybkiej akcji. Leniwe tempo, nie za duża ilośc dialogów, sprawiają, że książka może się dłużyć. Jest to tylko kwestia gustu, mi taka forma w ogóle nie przeszkadzała. Ba! wręcz nie wyobrażałbym sobie innej dla tej historii.
Czytając można wręcz na własnej skórze odczuć atmosferę domu, ciszę i chłód panujące na korytarzach, strach i niepwność towarzyszące wydarzeniom. To wszystko czeka na nas w Hundreds Hall.
Zbliżając się do końca, obawiałem się troche o zakończenie. Na szczęście autorka nie zawiodła i stanęła na wysokości zadania. Mimo to nie każdemu będzie odpowiadał sposób w jaki Sarah Waters postanowiła pożegnac się z bohaterami. Żeby się o tym przekonać, trzeba już sameu sięgnąć po książkę i odwiedzić dom rodziny Ayersów, jeśli tylko wystarczy Ci odwagi...
Ilość użytkowników lubiących tę recenzje: 0
Skomentuj (0)





