Więcej
Autorzy (44)
Grupy (21)
Ostatnia aktywność: 2011-06-10 18:27:22
Ostatnia aktywność: 2012-03-19 21:55:08
Ostatnia aktywność: 2011-10-01 17:00:54
Ostatnia aktywność: 2012-05-06 22:23:52
Ostatnia aktywność: 2011-08-07 18:36:26
Przeczytane serie
Cytaty (108)
Ostatnie recenzje (36)
Książka: Efekt Lucyfera Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?
Autor: Zimbardo Philip G.
Data dodania: 2012-05-13
Główny wniosek z tej książki jest niestety potwierdzeniem tego, o czym już wiem od dawna – każdy jest zdolny zarówno do czynów okrutnych, jak i do wielkich; potrzeba tylko odpowiednich okoliczności.
„Efekt Lucyfera” nie jest lekturą do poduszki. Opisane są w nim ze szczegółami konkretne przykłady bestialstwa osób lub grup, które w innych okolicznościach może powiedziałyby: „Ja? Nigdy!”. Ty może i nigdy, ale ktoś i ty – to już inna historia. Masakra Tutsi przez Hutu, działania 101 Batalionu Rezerwy, sekty, problemy w wojsku i wiele innych przykładów – wszędzie tam znalazły się osoby na czele i wykonawcy. Ci pierwsi używali właściwych słów, wykorzystywali swój autorytet i nierzadko kłamali czy przeinaczali fakty tak, żeby osiągnąć swój cel – nie ma znaczenia czy to był też cel wykonawców i co oni wcześniej uważali za słuszne; trzeba było tak przedstawić sytuację, żeby zrobili co było „właściwe”. Co czuje kobieta mordująca dzieci swojej sąsiadki? Oczywiści, że: „Robi im przysługę, bo ich rodziców wcześniej zamordowano”. A za co? Za to, że byli z innego plemienia; tego gorszego, więc niewartego życia; stanowiącego niechybne zagrożenie dla wspaniałego plemienia Hutu.
Kto torturuje, gwałci, morduje, przymusza? Wyłącznie osoby, które są złe od dziecka? Nie. Każdy może stanąć na ich miejscu. Dlaczego to robią? Bo mogą.
Władza.
Zimbardo pokazał jak, przy użyciu odpowiednich środków, można sprawić, że człowiek z osoby „normalnej” stanie się poniżającym innych brutalem. Nazwano to Stanfordzkim Eksperymentem Więziennym. Polegał on w skrócie na umieszczaniu dobrowolnie zgłoszonej grupy studentów, których podzielono na dwie grupy – więźniów lub strażników, w podziemiach Uniwersytetu i sprawdzeniu jak na to zareagują. Czas trwania: 2 tygodnie; mogli zrezygnować w trakcie trwania, za udział mieli płacone, ale nie wszyscy dotrwali do końca – przeżyli oczywiście – psychika im nie wytrzymała.
Zimbardo opisuje jak szybko, i raczej łatwo, przyszło strażnikom wykorzystać swoją władzę – dlaczego? Bo mogli. A co więcej – po nich oczekiwano przecież dominacji. Tzn. chyba… chociaż jedni byli bardziej okrutni niż inni… to może jednak nie trzeba było tak ostro? Ale takie myśli pojawiły się już po zakończeniu Eksperymentu. Co ciekawe, okazało się, że obie grupy były na swój sposób więźniami – pierwsza „rzeczywiście”, druga była uwięziona przez role jakie im przydzielono.
Jakie jest pierwsza myśl jaka się pojawia na słowo „student”? U mnie „impreza” – czyli, że tego się po studentach oczekuje. No, ale przecież… można inaczej… stypendia za dobre wyniki, praca dorywcza, wolontariat…
Właśnie! Siedząc sobie spokojnie w domu mamy czas na przemyślnie na zimno opcji lepszych i gorszych. Wszystko zależy od tego, jak się patrzy na pewne sprawy, jak się postrzega siebie, jak widzi się większy obraz sytuacji.
A co jeśli zagwarantują nam anonimowość, brak kary czy wmówią nam, że takie działanie jest od nas oczekiwane – kto się oprze poleceniom, nawet jeśli jest możliwość wycofania się, skoro reszta grupy to robi (101 Batalion Rezerwy)? Skoro wmówi się nam, że ten tutaj to nie człowiek, że tamten to wręcz zagrożenie dla mnie, że taki to przecież nic więcej niż robak… no to co ma mnie powstrzymać przed strzeleniem mu w głowę, skoro to… to przecież słuszne i chwalebne? „Ja bym nie strzelił!” – akurat. A skąd wiesz? Właśnie tego miał dowieść Eksperyment Więzienny – nigdy nie możesz być pewny jak się zachowasz, dopóki nie znajdziesz się w konkretnym miejscu, w konkretnym czasie, z konkretnymi ludźmi i z konkretnym zagrożeniem. Skąd wiesz, że nie stanie przed tobą osoba, która sprawi, że uwierzysz w to, że ofiary na to zasłużyły? Co jeśli wmówi ci, że mimo iż uznajesz ów czyn za niewłaściwy – jest teraz konieczny? Trzeba zabić siebie, dzieci, innych, bo idą „źli”, że już nic na ziemi nas nie czeka, że już dostaliśmy to co mieliśmy dostać i teraz pora iść do Stwórcy? Skąd wiesz jak zareagujesz na naciski przełożonych? Na charyzmę osoby przed tobą? Na potencjalne korzyści?
A można się jakoś uchronić? Można próbować. Należy (w sumie ustalono 10 rad jak się nie poddać niewłaściwym wpływom) przede wszystkim myśleć. Podążanie za autorytetem? Jak najbardziej – ale tym właściwym, który nie każe ci zabijać swojego sąsiada; przynależność do grupy? Pewnie – ale jeśli grupa właśnie zamierza okraść mnóstwo osób (Enron), to może przemyśl po której stronie chcesz być? Powinno się być świadomym zarówno swojej tożsamości, jak i wartości, żeby nikt nie mógł nas przekonać do jakichś bzdur, że są jedyną słuszną drogą. I po ostatnie – nawet jeden człowiek jest w stanie obalić system. Po prostu musi zacząć działać.
Książka: JOGA DLA ŻóŁTODZIOBóW
Autor: Budilovsky Joan, Adamson Eve, Flynn Carolyn
Data dodania: 2012-03-10
Przejrzałam kilka książek traktujących o jodze ale, dla tak zupełnie zielonego żółtodzioba jak ja, nie były odpowiednie. Tu, mimo że nie jestem fanem tej serii ze względu na jej nieporęczność (rozmiar i ciężkość), znalazłam to, czego szukałam. Są zupełne podstawy jogi, nie w formie skrótowej, lecz rozłożone na elementy pierwsze; są rysunki; wskazówki, co po kolei zrobić; rozrysowane narządy wewnętrzne a także , jeśli zasadne, poszczególne części ciała. Jest też pogrupowanie ze względu na pozycje stojące czy siedzące, na konkretne problemy (ból kręgosłupa czy bezsenność), jest dział o oddechu – czyli dokładnie tyle, żeby zacząć i się nie uszkodzić. Taki np. Wojownik. Znajdziemy go w części dot. siły, rozdziale o staniu. Do wyboru mamy trzech wojowników, z czego każdy jest poprzedzony krótkim fragmentem „na co to”; następnie w punktach instrukcja jak go wykonać, jeśli możliwe są przy tym jakieś obrażenia to znajdziemy takie ostrzeżenie w bocznych dymkach („Och!”), a także, jeśli można dane ćwiczenie połączyć z innym, to również jest uwzględnione. Oprócz „Och!” znajdziemy w dymkach ciekawostki, informacje o języku czy jak wprowadzić jogę w nasze życie („Joga w minutę”). Fajnym pomysłem jest wypisanie możliwych ćwiczeń na 5, 15 czy 30 minut jogi tak, żeby każdy mógł ją ćwiczyć bez wykrętów, że nie ma na to czasu – jeśli się chce to ta książka pomoże zacząć, a i bardziej zaawansowani skorzystają, gdyż ćwiczenia są opisywane od początku do wersji trudnej.
Do użytku raczej domowego – format nie zmieści się do torebki, a i z plecakiem może być kłopot, ale treść jest dla mnie w formie przystępnej i zrozumiałej.
Książka: Psychopaci są wśród nas
Autor: Hare Robert D.
Data dodania: 2012-03-10
Psychopata to, bardzo ogólnie rzecz ujmując ten, kto działa nie tak jak przyjęto w społeczeństwie, w kwestii współegzystowania.
Skąd się bierze? Nie wiadomo.
Czy można ją wyleczyć? Nie.
Psychopatia to nie choroba. To po prostu… bycie. Psychopata widzi świat inaczej niż inni „zdrowi” ludzie, nie rozumie kwestii związanych z pewnymi, oczywistymi dla „zdrowych” treściami, a jego priorytetem jest on sam. Obszar emocjonalny jest u niego wyciszony, za to sfera manipulacji, wykorzystywania innych dla swoich celów czy zachowania agresywne są dominujące.
Czyja wina? Nie wiadomo. Nie jest to wina genów, ani wychowania, ani środowiska czy życiowych doświadczeń, choć poprzez odpowiednie terapie można zmniejszyć skalę szkodliwości działań. Trochę zmniejszyć. Chociaż nie wiadomo.
Po czym rozpoznać psychopatę? Po braku empatii, niezrozumieniu „istoty” emocji, egocentryzmie… Jak widać – może być trudno komuś, kto nie ma innych narzędzi niż swój mózg. Lekarze czy specjaliści zajmujący się psychopatią dysponują Skalą Obserwacyjną Skłonności Psychopatycznych, która, użyta właściwie, daje im ogląd z kim mają do czynienia. A nam pozostaje co? Uważać. Uważać na osoby zbyt miłe, zbyt idealne, na tych, którzy mają puste spojrzenie, z którego nie można odczytać emocji, na pokrętne odpowiedzi na pytania o ich rodzinę, pracę, zainteresowania – dalej niewiele to wyjaśnia? No nic więcej nie będzie, bo po prostu niewiele wiadomo „na pewno”.
Wiadomo, że psychopata nie uważa siebie za chorego – żadna terapia w takim razie skuteczna nie będzie (bo skoro nie ma choroby, to co leczyć? I jak leczyć?), nie szuka zatem pomocy; jeśli już zostanie do wizyty u terapeuty (specjalisty, lekarza, etc.) przymuszony to może ona przynieść odwrotny skutek – jako że psychopata jest typem drapieżnym i jego charakter nie dopuszcza myśli o tym, że ktoś wie lepiej niż on, wysłucha oczywiście czego trzeba, przekona naiwnego terapeutę, że jest dobrze, po czym wyciągnie dla siebie przydatne elementy i wykorzysta je na jednostkach słabszych, do swoich celów. Psychopaci mają swoją wizję, swoje wartości i swoje cele – nie przewidują na swojej drodze problemów, a jeśli natrafią na przeszkodę, reagują gwałtownie (agresywnie). Czy mamy się obawiać? Tak.
Książka odpowiada na najważniejsze pytania, jakie sobie zadajemy, podaje treści językiem zrozumiałym, opisuje przykłady „z życia” – zarówno przypadki psychopatii u dzieci (młodzieży), jak i dorosłych. Warto sięgnąć. Ciekawa, choć miejscami straszna.
















