O opowiadaniu
Leonard Wampir
Opis
Treść i gatunek opowiadania - dowolne, podobnie jak to, czy główny bohater okaże się pozytywny czy negatywny; które z wampirzych cech będzie posiadał (trwale lub czasowo) i jakie relacje rodzinno-przyjacielsko-związkowe zawiąże. Wszelkie nawiązania do rzeczywistych postaci czy wydarzeń mile widziane.
przypisane tagi:
kategorie: historia, biografie i wspomnienia, fantastyka, sensacja
kategorie: historia, biografie i wspomnienia, fantastyka, sensacja
Dopisy (237)
Perypetie Wampira Leonarda, który pamięta jeszcze czasy sprzed Chrystusa (dużo sprzed) i musi się zmagać z kolejnymi epokami i ich problemami. Np. jak uniknąć spalenia na średniowiecznym stosie, bo przypadkiem gdzieś ujawnił jakąś nadnaturalną umiejętność, czy skąd wziąć prawo jazdy w XXI wieku...
Ciszę wyludnionej, oświetlonej mdłym światłem ulicznych latarni, bocznej uliczki, rozdarł przeraźliwy dźwięk klaksonu.-Jak leziesz człowieku?!-Wrzasnął, otwierając boczną szybę w samochodzie, łysawy, tęgi jegomość o nader niesympatycznym wyrazie twarzy. Ten zaś, do którego zwrócone były te ostre słowa, odskoczył błyskawicznie w bok i miękkim głosem powiedział cicho.-Przepraszam, zagapiłem się.- Mężczyzna w samochodzie nie zamierzał ustąpić tak łatwo. Wyraźnie szukał zaczepki. Jego ofiarą miał być wysoki około trzydziestoletni, zamyślony człowiek, którego właśnie o mały włos nie przejechał. - Do domu wracaj pijaku!- Krzyknął w jego kierunku. Ten zdjął kapelusz i w mgnieniu oka znalazł się przy samochodzie. - Powiedziałem, przepraszam!- Stwierdził dobitnie. Wystraszony kierowca, próbował zamknąć szybę, lecz na nic zdały się jego wysiłki, szyba ani drgnęła, trzymana ręką przez tajemniczego mężczyznę.
- Leonardzie! - Na dźwięk tego imienia, puścił trzymaną szybę, uśmiechnął się i odszedł.
Westchnął,włożył ręce do kieszeni i ruszył wolno przed siebie.„22.30–pomyślał.–Mam30minut do‘Czystej krwi’ a 10minut do domu.Zostaje 20minut luzu…Co by tu…”–przerwał.Zatrzymał się i powoli odwrócił w lewo.Gdy tak szedł rozmyślając,mimowolnie przesuwał wzrokiem po wystawach, migoczących kolorowymi światłami reklam,pozostających w kontraście z ciemnymi,pustymi wnętrzami,czekającymi sennie na poranne otwarcie.Pośród tego natłoku barw jedna z witryn przykuła jego uwagę.Była ona tak ciemna,jak i pomieszczenia za nią,a na szybie bielał napis„Sprzedam/wynajmę.200m2”.Leonard stanął przed szybą.Wpatrując się w swoje odbicie,coraz szerzej się uśmiechał.Oto rozwiązanie jego problemu w jednej chwili mu się objawiło!„Ile czasu można spędzać w nocnych klubach?Otworzę tu nocną bibliotekę!Z książkami,filmami,internetem,wogóle ze wszystkim!„Będzie świetnie!”ryknął podniecony i nie zważając na krzywe spojrzenia mijającej go pary,spisał numer telefonu i ruszył pędem do domu.Do serialu zostało 15 minut.
Jak przystało na człowieka jego pokroju, mieszkał w starej, lecz mającej niepowtarzalny urok kamienicy, w centrum miasta. Wejście do niej zdobiły dwa kamienne, nieduże gargulce. Widać było od razu, że nie stanowiły one kiedyś części tego budynku, lecz Leonard na próżno próbował grzebać w historii tego miejsca, aby dowiedzieć się kto je tu postawił i kiedy. Teraz jednak nie interesowały go gargulce. Spieszył się na film. Był ciekaw, co znowu wymyślą, aż nazbyt pomysłowi reżyserzy, aby utrudnić życie i tak już dyskryminowanym wampirom. gorączkowo szukał klucza do drzwi.
-Cholera!-zaklął-Znowu muszę dorobić klucz. Rozejrzał się wokoło, czy nikt go nie obserwuje i zwinnie wspiął się na balkon, na trzecim piętrze, gdzie już od roku zajmował duże i przytulne mieszkanie. Okno było uchylone, więc bez trudu dostał się do środka. Zdjął ubrudzone wspinaczką ubranie i wygodnie rozsiadł się w swoim ulubionym fotelu.
-Mam jeszcze pięć minut.-westchnął-Jest za późno żeby zadzwonić.- pomyślał
„No!” – z radosnym podnieceniem spojrzał na zegarek. „Zaczynamy”. Pssssyt! I w krótkiej chwili elementy w telewizorze skurczyły się do jednej małej, świetlistej kropeczki, po czym ekran zrobił się całkiem czarny i zapadła cisza. „No co do jasnej cholery?!” zerwał się z fotela. Kilka ciosów w obudowę nic nie dało. Wtyczki były na swoich miejscach, prąd ogólnie był… więc co? „Antena!” – klepnął się w czoło i ruszył z nadzieją w stronę balkonu. „Więc to też nie to” mruknął rozdrażniony, gdy po chwili stwierdził, że talerz satelity nie zdradza żadnych symptomów awarii. Stanął na balkonie nasłuchując odgłosów z mieszkań sąsiadów. Góra, dół, prawo, lewo – wszędzie słyszał działające telewizory! Klik! Rozległo się nagle za jego plecami i w pokoju zapadła ciemność. Odwrócił się z rozmachem i stanął jak wryty. W jego własnym pokoju, tuż przed nim, w ciemności rozbłysła para czerwonych oczu.
- A cóż ty tutaj robisz do cholery!-wrzasnął-Porządnym ludziom przeszkadzasz w oglądaniu ulubionego filmu. Sąsiadów mi straszysz. Tylko czekać jak mi papierek z eksmisją wyślą, za zakłócanie porządku publicznego! Idź do diabła i nie wymachuj mi tu tymi brudnymi łapami!-Leonard próbował wyrzucić niewygodnego gościa ze swojego mieszkania, gdy ten nagle odezwał się.- Właśnie od niego przychodzę, więc nie wysyłaj mnie tam znowu.-wyjęczał błagalnym głosem, właściciel czerwonych oczu.- Spadaj stąd, bo mi telewizję zakłócasz, kretynie.-zdenerwowany Leo okazywał wciąż, niechęć do swego kolegi z dawnych czasów- Zaraz to naprawię! Przecież wiesz, że zawsze wprowadzam zakłócenia jak się stresuję.-Taak, Taak. Wiem. Ostatnio po twojej przyjacielskiej wizycie mój komputer szlag trafił! Czy ty naprawdę nie możesz się choć trochę kontrolować? Wpadasz tu jak do siebie... Zaraz, zaraz, a jak właściwie tutaj wlazłeś? Przecież cię nie zaprosiłem?- Leonard z niedowierzaniem spojrzał na Aleksandra.
- Noormalnie – ziewnął Aleksander. – Przecież zasada pozwolenia na wejście nie dotyczy wampirzych domów, znowu zapomniałeś. Niedługo będziesz musiał nosić tabliczkę na szyi z adresem i napisem „Odprowadź mnie do domu”. No coo? – zrobił wielkie oczy. – Zepsułeś mi serial – mruknął rozżalony Leo. – A wiesz jak go lubię. – Usiadł w fotelu, westchnął, zaplótł ręce i spojrzał na kolegę. – Dobra. To jak ma na imię twoja kolejna ukochana? – Oj, a ty od razu posądzasz mnie o… - przerwał, bo Leonard spojrzał na niego spode łba. – Klara. – I co z nią? – No bo ona jest… - Inna, fantastyczna, jest miłością twojego życia i nie wiesz jak zareaguje na fakt, że jesteś nie do końca żywy. – Dokończył za niego Leonard. – Słyszałem to już z 60 razy. Od lat mówisz to samo. Od setek lat! I nie mogło to poczekać godziny?! – ryknął. – Eee, no… mogło, ale… - Ale jak zwykle, gdy w grę wchodzi spódniczka, ty tracisz głowę. – Westchnął. – Dobra. Siadaj i opowiadaj o swojej przyszłej niedoszłej żonie.
-No dobra, opowiem ci, ale najpierw ci coś pokażę.-To mówiąc, wyjął z kieszeni starego, zniszczonego prochowca jakiś metalowy przedmiot.- Popatrz! Czy to czasem nie jest twoje?-Zadzwonił pękiem dużych kluczy.-Skąd się wzięły u ciebie moje klucze? A ja się martwiłem, że znowu muszę dorabiać nowe.-Znalazłem je.-Odparł Alexander.-Leżały na ulicy. Tam, gdzie zawzięcie dyskutowałeś z kierowcą samochodu. Śmierdziały wampirem z daleka, a o ile mi wiadomo to nie ma tu żadnego w pobliżu, oprócz ciebie. Nie powiem, że nie ułatwiły mi tej wizyty u ciebie.-Leonard zazgrzytał zębami i wyrwał swoją własność z ręki kolegi.-Dziękuję.-Wycedził przez zamknięte usta.-Ależ nie ma za co. Polecam się na przyszłość.-Odpowiedział Alex.-A teraz ci opowiem o mojej Konstancji...-Nie dokończył bo w słowo wszedł mu Leo.-A któż jej dał tak na imię? Jakiś fan "Trzech muszkieterów".-Ja. Ja dałem jej tak na imię. Konstancja to moja córka. I chcę cię prosić o opiekę nad nią.-O w mordę!-Krzyknął zdumiony Leo.-Córką...
-A czy mógłbyś mi wyjaśnić, jak ty mogłeś spłodzić dziecko? Bo wg mnie jak coś jest martwe, to jego…płyny też żywotnością nie grzeszą.A ty mi tu z córką wyskakujesz? –Leonard aż poczerwieniał. Pstryk! I w pokoju znów zapadła ciemność. –Aleks! –wrzasnął. –Bo mi tu spięcia jakieś w kablach porobisz.Zrelaksuj się! Aleksander posłusznie opadł na sofę i z ciężkim westchnieniem zaczął: „Bo ja taką książkę znalazłem w antykwariacie.Wyglądała normalnie, trochę może starawa,ale to w końcu antykwariat,więc metek nie uświadczysz. No i obrazki miała,co prawda czarno-białe, ale lepsze takie niż żadne.Myślałem, że to jakieś legendy będą, więc ją kupiłem.Którejś nocy zacząłem czytać i…i to wcale nie legendy były! Tam było o nas! I w ogóle o wilkołakach, i strzygach,i o innych nam podobnych! I tam było napisane,że raz w roku wampir może spłodzić dziecko, tylko, że muszą być spełnione warunki pewne…i ja je spełniłem, bo…bo chciałem sprawdzić ile w tym prawdy…iii…” -I masz córkę– dokończył za niego Leo.
-To nie mogłeś sobie z czymś innym eksperymentować, tylko z ludzkim życiem. Alex, czy ty kiedykolwiek zaczniesz myśleć?-Leonard wyżywał się na przyjacielu bez litości.-Przestań na mnie wrzeszczeć.Moje dziecko jest normalne...To znaczy na ile normalna jest krzyżówka wampira z człowiekiem. Ale jest pewien problem. Na jakiś czas musi zniknąć.-Alexander popatrzył błagalnie na przyjaciela.-Taaa. I pomyślałeś o mnie?!-Spytał.-Nie ma mowy. Nie będę się opiekował żadnym bachorem.-Leonard złościł się bezsilnie, wiedząc, że i tak ustąpi. Nie umiał odmawiać.-A gdzie właściwie jest jej matka?-Zainteresował się nagle.-Czekałem, kiedy zadasz to pytanie. Jej matka. Hmm... W tym właśnie tkwi problem. To przed nią uciekamy.-Jak to! Zwariowałeś!? Zabrałeś matce dziecko!?-Leo był wzburzony postępkiem kolegi.-Nie zabrałem, tylko sama uciekła. Ona jest dorosła, ma 22 lata, a jej matka jest mocno niezrównoważona...-Jest wariatką?-Dla Leonarda to wszystko było mocno naciągane.-Nie! Jest...czarownicą.-Wyjąkał

